English
Deutsch

16 lutego 2011

Rdz 8,6-13.20-22

Mk 8,22-26


Opis uzdrowienia niewidomego w Betsaidzie następuje w Ewangelii według św. Marka zaraz po krótkim dialogu Pana Jezusa z uczniami z wczorajszej Ewangelii. Kończy się on wyrzutem Jezusa: Jeszcze nie rozumiecie? (Mk 8,21). Brak rozumienia jest ślepotą. Aby zacząć rozumieć, trzeba nauczyć się patrzeć, trzeba uzdrowić oczy serca. Opis uzdrowienia niewidomego ma w tym kontekście symboliczne znaczenie. Nawiązuje do rytu sakramentu chrztu, sakramentu nawrócenia, czyli przemiany spojrzenia i rozumienia. Z tego względu warto się przyjrzeć temu opisowi.

 

Ludzie, którzy przyprowadzili niewidomego do Jezusa, prosili, żeby się go dotknął (Mk 8,22). Pewnie chodziło im o uzdrowienie przez dotknięcie. Ludzie oczekują po prostu uzdrowienia i niczego więcej. Natomiast Pan Jezus zawsze robi coś więcej i to więcej jest zasadniczą treścią, jaką chce przekazać. Samo uzdrowienie jest znakiem wskazującym na głębszą treść. Zobaczmy, że uzdrowienie dokonało się w dwóch etapach: wpierw Pan Jezus zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: Czy widzisz co? (Mk 8,23). Następuje potem pierwsze wrażenie widzenia: Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa (Mk 8,24). Nie jest to jeszcze widzenie pełne i prawdziwe. W porównaniu z brakiem jakiegokolwiek widzenia jest to niewątpliwie widzenie, ale do pełni widzenia potrzeba coś więcej:

 

Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał /on/ zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie (Mk 8,25).

 

Patrząc od strony medycznej na ludziki zmysł wzroku, wiemy, że poza samym rejestrowaniem światła i kształtów potrzeba jeszcze zdolności umysłowej rozróżniania i interpretacji tego, co wzrok widzi. U niewidomego po ponownym nałożeniu rąk Pana Jezusa następuje coś podobnego. Niewidomy zaczyna widzieć i coś rozpoznawać. Nałożenie na oczy śliny przypomina namaszczenie oczu podczas chrztu, natomiast nałożenie rąk przypomina sakrament bierzmowania dający nam Ducha Świętego, który pozwala rozumieć to, co widzimy. Cała scena przypomina podobną scenę z Ewangelii według św. Jana (zob. J 9). Tam podobnie niewidomy od urodzenia zostaje uzdrowiony w dwóch etapach. Wpierw odzyskuje wzrok, naturalną zdolność widzenia. Na końcu jednak po licznych perypetiach, gdy zdał sobie sprawę, że oczy otworzył mu prorok, przy spotkaniu Jezusa w świątyni zaczyna w Nim widzieć Syna Człowieczego (zob. J 9,35-38). O takie uzdrowienie w istocie chodzi Panu Jezusowi także w dzisiejszej Ewangelii.

 

W tym celu ważne jest polecenie, aby uzdrowiony nie wstępował do wsi. Całe wydarzenie mogłoby wówczas zostać sprowadzone do sensacji wokół uzdrowienia, jak to miało miejsce w wielu podobnych sytuacjach. Aby zrozumieć, trzeba wewnętrznie uświadomić sobie, co się stało i Kto tego dokonał. Do takiej refleksji potrzeba samotności i milczenia.

 

W dzisiejszym pierwszym czytaniu spotykamy się także z obrazem zapowiadającym chrzest. Wody potopu zatopiły wszelkie zło i w ten sposób oczyściły ziemię. Jednak po potopie zło znowu się pojawiło. Bóg mówi na koniec czytanego fragmentu:

 

Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem (Rdz 8,21).

 

Okazuje się, że nie da się radykalnie jednorazowo przez działanie zewnętrzne wyeliminować zła, gdyż jest ono wewnętrzną tajemnicą człowieka. W teologii nazywa się tę prawdę „tajemnicą nieprawości" w sercu człowieka albo bardziej popularnie grzechem pierworodnym. Chrzest jako zewnętrzny gest nie załatwia wszystkiego. Potrzeba wewnętrznej przemiany serca, która dokonuje się przez współdziałanie człowieka z Bogiem.

 

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...