English
Deutsch

17 maja 2013

Dz 25,13–21
J 21,15–19

 

Czy miłujesz Mnie? (J 21,16). To kluczowe pytanie, jakie Pan Jezus zadał Piotrowi. Pozytywna odpowiedź na nie stała się podstawą jego posługi dla wiernych: Paś owce moje (J 21,16). Takie postawienie sprawy jest konsekwencją orędzia Pana Jezusa. W ostatnich dniach podczas liturgii słowa czytaliśmy „arcykapłańską modlitwę” Pana Jezusa. W niej Pan Jezus troszczy się właściwie o jedno dla swoich uczniów i ich następców: o jedność w miłości. Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś (J 17,23). Przy czym ta miłość musi mieć bardzo konkretny wymiar. Nie sprowadza się do deklaracji, ale musi stawać się prawdą w życiu wspólnym. Wcześniej Pan Jezus dał nam siebie za wzór dla naszej miłości: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem (J 15,12). A Jego miłość była konsekwentna do końca, aż do oddania życia za przyjaciół. I taka jest perspektywa naszej miłości, o czym pisze św. Jan w swoim liście: Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci (1 J 3,16).

 

Tak stało się w życiu św. Piotra, co Pan Jezus mu zapowiedział w dzisiejszej Ewangelii: 

 

Gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga (J 21,18).

 

Śmierć na krzyżu była świadectwem danym prawdzie. W sytuacjach kompletnego pomieszania panującego na świecie takie świadectwo bywa jedynym argumentem, który może przemówić. Tak było w cesarstwie rzymskim, gdzie dla rozrywki zabijano ludzi na arenach. Gdzie można było we wszystko wierzyć, byleby dla lojalności wykonać gest boskiej czci oddawanej cesarzowi. Gdzie bardzo wnikliwie dyskutowano o prawdzie, pięknie i dobru, ale jednocześnie nie potrafiono wyciągnąć konkretnych wniosków, jakie z tego wynikały dla życia w wymiarze społecznym. Nie odkryto jeszcze praktycznie prawa każdego człowieka do wolności. 

 

Wobec takiej sytuacji oddanie życia za prawdę, jaką się wyznaje, bez jakiegokolwiek kompromisu było jedynym możliwym świadectwem. Niestety, historia lubi się powtarzać. Dzisiaj także mamy podobną sytuację. Ogromnemu rozwojowi cywilizacyjnemu i kulturowemu nie odpowiada wzrost duchowej dojrzałości człowieka. Jesteśmy bardzo niekonsekwentni w życiu. Głosimy szczytne wartości moralne i duchowe, ale w życiu społecznym dominuje prymitywny egocentryzm, cwaniactwo, kumoterstwo, bezguście, brak podstawowego rozeznania wartości. Brak nam powagi w podejmowaniu życia. Prześlizgujemy się po jego powierzchni. Taka jest ogólna atmosfera w społeczeństwie, która niestety wciska się w życie chrześcijan i nawet osób szczególnie poświęconych Bogu.

 

Dlatego potrójne pytanie: Czy miłujesz Mnie? Trzykrotne powtórzenie tego pytania oznacza nie tylko, że jest ono najważniejsze i rozstrzygające, ale także jest apelem, aby uprzytomnić sobie jego powagę: „Zanim odpowiesz, zastanów się, czy rozumiesz, o co pytam”. Pozytywna odpowiedź na nie: Ty wiesz, że Cię kocham, oznaczała gotowość dawania świadectwa prawdzie do końca. Jeżeli nas nie stać na taką konsekwencję, to jeszcze nie rozumiemy głębi tego pytania i powagi samej sytuacji w świecie, w którym toczy się śmiertelna walka o życie i jego prawdziwy sens. Wydaje się, że coraz bardziej potrzeba świadectwa poważnego traktowania życia i swojej wiary. Niekonsekwencja chrześcijan jest dzisiaj ogromnym antyświadectwem. 

 

Ostatnie wezwanie Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Pójdź za Mną!, pozostaje aktualne dla każdego z nas. Warto może przypomnieć, że wcześniej w spotkaniu z tak zwanym „bogatym młodzieńcem”, zanim Pan Jezus powiedział te słowa, dał warunek wstępny: 

 

Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mk 10,21).

 

Różnie będzie wyglądał warunek wstępny dla różnych osób. Inny dla żyjących w świecie i małżeństwie, inny dla osób samotnych, inny dla osób konsekrowanych. Dla wszystkich jednak pozostaje ważne jedno: trzeba dla Chrystusa oddać wszystko. Nie dużo czy mało, ale wszystko. To właśnie oznacza poważnie potraktować Jego samego i Ewangelię. Jedynie wówczas, gdy oddajemy wszystko, sami otrzymujemy w zamian wszystko, to znaczy Jego samego i wszystko, co do Niego należy. 

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...