18 lutego 2012
Jk 3,1-10
Mk 9,2-13
Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym (Jk 3,2).
Niezmiernie łatwo nam wpadać w grzechy językiem. Dzieje się to prawie niezauważalnie, często niejako mimochodem, ale te grzechy są niezmiernie dotkliwe. Jakub pisze dalej:
Język jest ogniem, sferą nieprawości ... bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia ... Języka ... nikt z ludzi nie potrafi okiełznać, to zło niestateczne, pełne zabójczego jadu (Jk 3,6.8).
O tej przewrotnej naturze języka wiedzieli już mędrcy ST. Syracydes pisał: Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka (Syr 28,18). Warto te słowa pamiętać w kontekście słów Pana Jezusa: którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mt 26,52). Jednak nie tylko z powodu przewrotności język jest śmiercionośny. Nawet zwykłe mówienie o rzeczach prawdziwych, ale w bez właściwego zrozumienia zaciemnia prawdę, co powoduje wielkie szkody. Przede wszystkim jednak gadanina odwodzi od słuchania i wnikania w prawdę. Jest to szczególnie ważne w kontekście słów, jakie padają z ust Boga w dzisiejszej Ewangelii: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie! (Mk 9,7) oraz nakazem Pana Jezusa, aby uczniowie nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych (Mk 9,9).
Dziwi nas jednak to polecenie. Nasze zdziwienie współbrzmi z pretensją wielu ludzi, że Bóg nie ukazuje w sposób jawny swojej obecności i nie rządzi światem tak, aby dobro zwyciężało zło w sposób widoczny. Wydaje się, że ludzie by wtedy uwierzyli i nie byłoby tyle zła na świecie.
Pan Jezus jednak wyraźnie nie chce takiego objawienia. Nawet po zmartwychwstaniu ukazał się jedynie wybranym uczniom, a nie całemu ludowi. A tym bardziej nie ukazał się swoim przeciwnikom. Dlaczego tak działa?
Gdyby Bóg objawił się w sposób jawny, to właściwie nie byłoby żadnego wyboru. Któż mógłby konkurować pięknem, wspaniałością, wielkością i dobrocią z Bogiem? Wszystko musiałoby praktycznie zniknąć. Czy istniałby jakikolwiek inny wybór?! Natomiast Bóg pragnie, byśmy Go świadomie i dobrowolnie wybrali.
Ponadto ukazanie się w pełnym świetle byłoby objawieniem się kogoś na zewnątrz, czyli kogoś w istocie obcego. Bóg stałby się dla nas kimś zewnętrznym. A to byłoby zupełnie niezgodne z Jego wolą. On pragnie byśmy Go odkryli w sercu i aby mógł w nas zamieszkać a my w Nim. Taka relacja jest w istocie zupełnie inna, niż poznanie czegoś na zewnątrz.
Pan Jezus zupełnie inaczej chce się pokazać. W Ewangeliach nieraz ma pretensje do Żydów w także do swoich uczniów, że Go nie rozpoznają. Po zewnętrznych znakach, domaga się od nas zrozumienia, że On jest Bożym posłańcem i zrozumienia ogromu Bożej miłości do nas. Na Taborze rozmowa, jak to wiemy z relacji św. Łukasza (zob. Łk 9,32), toczyła się o Jego odejściu, jakie miało się dokonać w Jerozolimie, czyli o Jego krzyżu. Jezus pragnie objawić się przez krzyż i zmartwychwstanie. W Ewangelii według św. Jana wypowiada wprost Boży zamysł:
Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył (J 8,28).
I w innym miejscu:
A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32).
Bóg pragnie pociągnąć nas do siebie wewnętrznie przez miłość, pragnie byśmy weszli z Nim w zażyłą więź miłości. Tylko w ten sposób można Go poznać.



Studio Reklamowe OLAWSKI