English
Deutsch

23 sierpnia 2012

Ez 36,23–28

Mt 22,1–14

 

„Święć się imię Twoje” – tak codziennie się modlimy w Modlitwie Pańskiej. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg mówi, że sam musi się zatroszczyć o swoje imię, aby okazało się Święte w obliczu wszystkich narodów, bo lud wybrany nie potrafił tego uczynić. Ponieważ zbezcześcił on wielkie imię Boga wobec narodów, Jerozolima i świątynia zostały zbezczeszczone – był to obraz tego, co się wydarzyło w relacji Izraela do Boga. Obok kultu jedynego Boga Żydzi uprawiali kult innych bogów, nie byli wierni przymierzu i Prawu, liczyli jednocześnie, że obroni ich sama obecność świątyni Jahwe w Jerozolimie. Boga jednak nie można czcić inaczej, jak tylko w prawdzie i całkowitym oddaniu.

 

Bóg postanowił sam się zatroszczyć o uświęcenie własnego imienia wobec innych narodów. Dokona tego przez ponowne zebranie Izraela w Jerozolimie, ale tym razem już po oczyszczeniu jego serca:

 

I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali (Ez 36,26n).

 

Objawieniem świętego imienia Boga będzie ponowne zebranie Izraela w Jerozolimie, oczyszczenie wybranego ludu i jego wierność. „Święcenie się imienia Boga” dokonuje się przez autentyczną wiarę ludu. Zobaczmy, że podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus modlił się do Ojca, prosząc za swoich uczniów i ich następców:

 

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy (J 17,20–22).

 

Jest to prośba o uświęcenie imienia Ojca przez poznanie, że Jezus jest prawdziwie Jego Synem posłanym przez Niego dla zbawienia ludzi. I znowu powtarza się historia Izraela: sami nie potrafimy prawdziwie nawzajem się kochać, aby świat uwierzył w prawdziwe posłannictwo Jezusa. Uczniowie Jezusa są dzisiaj na świecie rozbici, wzajemnie pokłóceni, nie potrafią się ze sobą prawdziwie spotkać jak brat z bratem. Dlatego też wydaje się, że przynajmniej w Europie chrześcijaństwo jest w odwrocie, coraz mniej ludzi wierzy w prawdę jego zasadniczego orędzia. I znowu potrzeba oczyszczenia serca i Ducha, który dokona przemiany, abyśmy prawdziwie żyli Jego miłością.

 

Niezmiernie wymowna jest dzisiejsza ewangelijna przypowieść, która właściwie składa się z dwóch przypowieści. Przynajmniej pierwszą, to znaczy pierwszą część przypowieści w jej dzisiejszym kształcie wypowiedział Pan Jezus do arcykapłanów i starszych ludu, to znaczy do odpowiedzialnych za religijne i społeczne prowadzenie ludu wybranego. W formie przypowieści Pan Jezus mówi o sobie i swojej misji. Oto przyszedł na świat jako Oblubieniec. Jego obecność wśród nas jest czasem godów weselnych. Powiedział to wprost, gdy zapytano Go, dlaczego Jego uczniowie nie poszczą. Pierwsza część przypowieści odnosi się do tej prawdy. Ojciec niebieski urządził ucztę, wszystko przygotował, jest to uczta weselna i jednocześnie uczta ofiarna, jak się potem okaże. Podczas niej zachodzi prawdziwe przymierze we krwi Baranka. W akcie największej miłości Bóg oddaje nam Swojego Jedynego Syna, abyśmy w Nim mieli udział w Jego Bożym życiu. Ta perspektywa jednak całkowicie przerasta wyobrażenia ludzi. Zaproszeni nie wyrazili zainteresowania, woleli zajmować się swoimi sprawami, a niektórzy nawet zabili posłańców przynoszących zaproszenie.

 

Dlatego Pan każe „zaprosić na ucztę wszystkich, których słudzy spotkają” (zob. Mt 22,9). Sam musi się zatroszczyć o gości. Ale zaprosiwszy wszystkich, wymaga od nich szaty godowej. Przypowieść nie opowiada o tym, jak i kiedy zaproszeni mieli się w nie zaopatrzyć. Można się jedynie domyślać, że dostawali je przy wejściu od sług. Trzeba było je jedynie ubrać. Człowiek bez szaty zignorował godność samej uczty, zlekceważył szatę godową, przez co obraził Gospodarza. To, że na ucztę dostajemy się za darmo, nie znaczy, że jest to byle jaka uczta. Uczta Baranka, na którą zostaliśmy zaproszeni za darmo, wymaga od nas oczyszczenia serca, którego dokonuje w nas Bóg, ale nie bez naszej dobrej woli i zawierzenia. Tak niewiele, ale bez tego nie możemy mieć prawdziwego udziału w tej uczcie.

Ta strona korzysta z plików cookies.

Akceptuję Jeśli nie akceptujesz...