English
Deutsch

28 stycznia 2012

2 Sm 12,1-7a.10-17
Mk 4,35-41

 

Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? (Mk 4,40).

 

Lęk jest jedną z zasadniczych przeszkód na drodze wiary. Blokuje nas on na autentyczne zawierzenie Bogu. Scena z dzisiejsze Ewangelii doskonale to ilustruje. Jeszcze bardziej przemawiająca jest scena z Piotrem kroczącym po wodzie. Tam widać wyraźnie, że dopóki Piotr w zawierzeniu szedł po wodzie, nic się nie działo, natomiast kiedy się przestraszył, zwątpił i zaczął tonąć. Dzisiejsza Ewangelia daje podobne doświadczenie wszystkim uczniom Pana.

 

Lęk ma to do siebie, że koncentruje nas na sobie i samym zagrożeniu. Wprowadza w poczucie opuszczenia i bezradności. Wtedy staramy się poradzić sobie sami wobec trudności robiąc nerwowo coś na oślep. Zauważmy, że podobny efekt osiągnął wąż kusząc Ewę w raju. Zasugerował jej, że powinna się sama zatroszczyć o siebie. Sama, to znaczy bez oglądania się na Boga i liczenia na Niego. Lęk prowadzi do podobnej logiki powodując podobne zniszczenia więzi z Bogiem.

 

Na świecie trwa śmiertelna walka sił zła z Bożym planem zbawienia ludzi. Na różne sposoby doświadczamy z jednej strony podsuwanych namiętności i pożądań, a z drugiej właśnie lęków, które mają nas oderwać od Boga. Właściwie wszystko streszcza się do metody „kija i marchewki". Od strony pożądań widać ich przesadną atrakcyjność i to oderwaną od konsekwencji. Tego doświadczył Dawid, o czym czytaliśmy we wczorajszym czytaniu. Natomiast lęk „ma wielkie oczy", jak uczy nasze przysłowie. To znaczy Zły sugeruje, że ma większą władzę niż w rzeczywistości. Charakterystyczne jest to, że takiej samej logiki używają np. służby specjalne. Widać to wyraźnie w aktach IPN. Natomiast jeżeli wytrwamy w wierności, okaże się, że potrafimy przeżyć największe zagrożenia bez szwanku. Takie doświadczenie najlepiej pokazuje, że była to w istocie pokusa. Jednocześnie, jeżeli ktoś umie patrzeć mądrze, widzi faktyczną opatrzność Bożą, która nad nami nieustannie czuwa. W istocie bowiem Zły dysponuje o wiele większą siłą, niż my i mógłby nas łatwo zniszczyć. Jeżeli się tak nie dzieje, to jedynie dlatego, że mu na to nie pozwala Bóg.

 

Historia Dawida pokazuje jednocześnie, że w metodzie pokusy od marchewki przechodzi się do kija. Namiętność skłoniła Dawida do grzechu cudzołóstwa. W jego następstwie poczęło się dziecko. Dawid starał się zatuszować sprawę. Kiedy się to nie udało, użył swojej władzy. Wszystko przez lęk o dobre imię. Grzech zrodził nowy grzech, jeszcze cięższy. Kiedy prorok Natan ujawnił Dawidowi, że spawa jest jawna - wszyscy przecież musieli o tym wiedzieć, i jedynie Dawid starał się sobie wmówić, że nikt nic nie wie - Dawid wyznał ze skruchą swój grzech. Przestał się lękać prawdy. Dzięki temu Bóg pozostał z nim, aż do jego ostatnich dni. Lęk przed ujawnieniem trudnej prawdy bywa największą zaporą przed wejście w relację zawierzenia Bogu. A tylko taka relacja pozwala Opatrzności Bożej działać w naszym życiu.