English
Deutsch

4 lutego 2012

1 Krl 3,4-13
Mk 6,30-34


Daj mi serce słuchające - tka brzmi prawdziwie prośba Salomona, jaką skierował do Boga. Prośba ta się bardzo spodobała Bogu, bo nie tylko ją spełnił, ale ponadto dał mu inne dary. W ten sposób staje się ona wzorem dla naszej modlitwy. Warto się nad nią nieco skupić. O co naprawdę Salomon prosi Boga?

 

Pamiętamy z określenia z Katechizmu Kościoła Katolickiego, że serce w języku biblijnym wyraża tajemnicę naszego wnętrza. Nie ogranicza się jedynie do sfery uczuć, ale właściwie określa kim jestem, bo prawdziwie jestem sobą jedynie w sercu - miejscu spotkania z Bogiem.

 

Aby sobie zdać sprawę z tego, o co Salomon prosi, musimy sobie zdać sprawę z tego, jak sami funkcjonujemy. Możemy zauważyć w nas nieustannie trwający dialog. Niezmiernie ważne jest to, z kim prowadzimy ten dialog. Czy partnerem dialogu jestem ja sam, jakby z innej pozycji? Czy jest nim wyobrażony człowiek, oponent, przyjaciel, autorytet? Czy jest nim publiczność? Pewnie niektórzy powiedzą, że jest nim sam Bóg. Ale pozostanie pytanie, czy naprawdę jest nim Bóg? Jak się przekonać, że jest nim Bóg? Istnieje stosunkowo proste negatywne kryterium: jeżeli ten dialog jest gadaniną, to partnerem jego nie może być Bóg prawdziwy. Z Bogiem nie da się gadać, dyskutować, tłumaczyć się itd. Jeżeli coś takiego występuje, to nasz dialog jest próbą rozmowy z naszym wyobrażeniem o Bogu.

 

Myślę, że w sposób szczególny odczuwamy takie trudności podczas modlitwy, która powinna być dialogiem z Bogiem. Czy nim jest? Kiedy jest? W jaki sposób jest? Da się to poznać jedynie po owocach. Jeżeli np. nie umiemy przyjąć krytyki i oburzamy się na wszelkie słowa, które podważają nasze mniemania, to widać nie ma w nas autentycznego otwarcia na prawdę. Gdyby takie otwarcie istniało, to spokojnie byśmy się zastanowili nad tymi słowami i po refleksji przyjęli lub nie, w zależności od naszego widzenia prawdy.

 

Serce słuchające w tym kontekście to takie wewnętrzne otwarcie, w którym Bóg prawdziwie może do nas przemówić i dotrzeć ze swoim subtelnym słowem. Niestety Jego słowa nie docierają do nas przez chaos, jaki w sobie wytwarzamy przez wspomnianą gadaninę i jaka powstaje na skutek różnego rodzaju hałasu docierającego do nas ze świata.

 

Aby wejść w autentyczny dialog z Bogiem, trzeba się wyciszyć, oddalić od zgiełku. Takie zalecenie daje swoim uczniom w dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus. Co prawda nie udaje się go zrealizować, ale taki zamysł ma. Potrzebna nam jest pustynia, aby oderwać się od natłoku spraw i myśli. Bóg przemawia inaczej, zawsze zaskakująco.

 

Serce słuchające to dar usłyszenia Boga pomimo całego rozgardiaszu, jaki panuje wokół na i w nas. Takie serce miała Maryja. Niedawno w okresie Bożego Narodzenia czytaliśmy o Niej:

 

Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19).

 

Widać, że Ona miała takie serce słuchające. Obyśmy podobnie jak Ona prawdziwie usłyszeli głos Boga, a nie coś, co się jedynie podszywa pod ten głos. Niestety jest wiele takich głosów.

 

Boże daj nam serce słuchające. Amen.