English
Deutsch

5 lutego 2012-5. Niedziela Zwykła, rok B

Hi 7,1-4.6-7

1 Kor 9,16-19.22-23

Mk 1,29-39


Cóż człowiek ma z tego życia?! Ciągła praca, trud, zabieganie, przy tym spory z innymi, doświadczana niesprawiedliwość, cynizm ludzi u władzy, oszustwo... Czy życie kręcone kołem pieniędzy, których zawsze mało, nie jest życiem niewolniczym?! A na to jeszcze nakładają się choroby, nieporozumienia w domu i z najbliższymi sąsiadami, kłótnie, złośliwości, namiętne spory. Cóż zatem zostaje z tego życia ludzkiego?

 

Takie pytania stawia w Piśmie świętym doświadczony przez życie Hiob: chory, obdarty, wzgardzony przez innych, nawet przez przyjaciół i rodzinę, wyrzucony na śmietniku życia... Jakaż przed nim perspektywa u schyłku życia? Trzeba jednak podziwiać tego zbolałego człowieka, widzącego całą nędzę swego życia, że mimo tej beznadziejności potrafi ze swoich żalów zrobić modlitwę. Swoje bóle zwraca do Boga: Wspomnij, że dni me jak powiew (Hi 7,7). Hiob wie, że narzekanie, pretensje, żale i obnoszenie się z własnym cierpieniem niszczą samego człowieka. Jedynie odniesienie ich w modlitwie do Tego, który jest Źródłem życia, mogą uzyskać swój sens.

 

Każdy z nas doznaje cierpień większych lub mniejszych, czy potrafimy jednak z niego uczynić modlitwę? Czy kierujemy się z nim do Boga, czy trwonimy siły na zwykłe narzekanie? W takich momentach ujawnia się nasza wiara lub jej brak. Hiob wbrew ciężkiemu doświadczeniu ma w sobie ogromną wiarę w Boga. Kilka wieków po Hiobie przyszedł na świat Syn Boży i to całkowicie zmieniło naszą sytuację. Stanął On przed człowiekiem chorym i cierpiącym jako jeden z nich. Tych, których spotkał chorych, uzdrawiał. Na to „wyszedł", aby głosić Ewangelię, dobrą nowinę o wyzwoleniu z cierpienia i bólu. Syn Boży stając się człowiekiem i przyjmując cały ciężar ludzkiego życia, aż po okrutną śmierć na krzyżu, objawił jak Bóg jest z człowiekiem cierpiącym. Bóg jest po stronie ludzi cierpiących, uciśnionych, niesprawiedliwie prześladowanych. Niestety często tragedia nasza polega na tym, że tej bliskości Boga nie zauważamy lub ją ignorujemy. Raczej zamykamy się w swym cierpieniu nosząc w sercu pretensje. Myślimy jedynie o wyzwoleniu z cierpienia, jak w Ewangelii ludzie z Kafarnaum, zapominając, że każdy z nas jest chory na śmierć, która kiedyś przyjdzie. Bogu jednak chodzi o wyzwolenie nas z tej ostatecznej choroby. Zwykłe zdrowie fizyczne nie zapewnia zbawienia.

 

Nasza sytuacja dzięki Jezusowie jest inna niż Hioba. Hiob w swoim cierpieniu mógł jedynie żałośnie wołać do Boga, choć nie widział dla siebie perspektywy. Mówi z żalem: Po­now­nie oko me szczęścia nie zazna (Hi 7,7). My nie tylko widzimy inną perspektywę, ale ponadto możemy nasze cierpienie oddać Bogu, możemy z niego zrobić ofiarę miłą Bogu włączając ją w ofiarę Chrystusa. Ofiarę, którą Bóg przyjmuje i przemienia w życie. Chrystus ofiarując siebie i dając w nasze ręce swoją ofiarę otworzył przed nami możliwość włączenia się w nią. Eucharystia jest dla nas tą możliwością. Oto przynosimy Panu chleb i wino znaki naszego trudu i wysiłku, a także cierpienia. Oddajemy je w moc Boga, sami oddając się w ten sposób w Jego moc. W efekcie otrzymujemy komunię, czyli jedność z Nim przez spożycie Jego Ciała i Krwi, czyli Jego samego jako Zmartwychwstałego. Przez to sakramentalnie mamy udział w Jego życiu.

 

To orędzie jest ewangelię, dobrą nowiną dla nas i innych. Święty Paweł mówi, że głoszenie jej jest jego obowiązkiem:

 

Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że gło­szę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obo­wią­zku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii (1 Kor 9,16).

 

Biada, gdybyśmy się nie dzielili tym, co daje nam jedyną nadzieję na życie i wyzwolenie z cierpienia. Paweł pisze dalej: Wszy­s­tko zaś czy­nię dla Ewan­gelii, by mieć w niej swój udział (1 Kor 9,23). Nie można samemu osiągnąć pełni szczęścia, gdy nasi bliźni cierpią i nie mają perspektywy pełni życia.

 

Co zatem mamy z tego życia? Co chrześcijanin ma z życia? Ma ze swego życia zrobić dar dla Boga, dzięki czemu otrzymuje od Niego udział w Jego życiu. Tego Hiob jeszcze dobrze nie wiedział.