<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>PSPO</title>
	<atom:link href="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po</link>
	<description>poważne sprawy, poważne odpowiedzi</description>
	<lastBuildDate>Wed, 09 May 2012 21:05:00 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>7 maja 2012</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10609</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10609#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 May 2012 12:04:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog Ojca Leona]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[o. Leon Knabit]]></category>
		<category><![CDATA[ojca leona słów kilka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10609</guid>
		<description><![CDATA[+ Chrystus zmartwychwstał! Piszę o moich podróżach, nie po to , by się chwalić, bo to żadna moja zasługa, ale by podzielić się tym, co w świecie dobre i opowiedzieć o dobrych ludziach czy dziełach. Niestety, podróże nie sprzyjają regularnemu prowadzeniu bloga. Postaram się to nadrobić po 21 maja. Od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>+ Chrystus zmartwychwstał!</strong></p>
<p>Piszę o moich podróżach, nie po to , by się chwalić, bo to żadna moja zasługa, ale by podzielić się tym, co w świecie dobre i opowiedzieć o dobrych ludziach czy dziełach.</p>
<p><strong>Niestety, podróże nie sprzyjają regularnemu prowadzeniu bloga.</strong> Postaram się to nadrobić po 21 maja.</p>
<p>Od ostatniego mojego wpisu przebywałem w Małkini nad Bugiem, gdzie miałem w niedzielę, 29 ub.m. kazania i podpisałem parędziesiąt swoich książek. Spotkałem się z wielką życzliwością Ludzi. Przebywałem w tamtym środowisku w miarę często od roku 1935. Tam bowiem mieszkała moja Babcia, zmarła w roku 1964. Udało się odnaleźć trwające nadal więzi z wieloma bardzo dawnymi znajomymi.. Potem w Siedlcach uczestniczyłem <strong>w pogrzebie księdza Leona Balickiego</strong>, emerytowanego proboszcza parafii św. Józefa, w której przez wiele lat mieszkała moja rodzina. 1 maja , w rocznicę beatyfikacji bł. Jana Pawła II uczestniczyłem w uroczystościach organizowanych przez Miasto, którego mam zaszczyt być honorowym obywatelem. Duży wkład dała Miejska Biblioteka Publiczna, z której wypożyczałem książki w latach czterdziestych. W tak zwanej Białej Sali, reprezentacyjnej, odbyła się promocja książki „Ulubiony bilbord Papieża” opracowanej prze z Pana Sylwestra Szefera na podstawie moich wypowiedzi w programie HistoriaTV.</p>
<p>Po powrocie do Tyńca czekały mnie rekolekcje dla grupy <strong>ponad 50 osób</strong>, które przyjechały do klasztoru, by w dniach 4 – 6 bm. złapać duchowy oddech.</p>
<p>Dzisiaj wieczorem <strong>wylatuję do Brukseli</strong> na zaproszenie Klubu Małopolanina, by podzielić się refleksjami na temat, jak być szczęśliwym.</p>
<p>O Was , Kochani, pamiętam wciąż w modlitwie, cieszę się tym, co piszecie i mam nadzieję, że wkrótce będę mógł coś więcej napisać, jak tylko o swych podróżach.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><a href="http://facebook.com/leonknabit" target="_blank">Wasz brat Leon OSB</a></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10609</wfw:commentRss>
		<slash:comments>22</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Odrażający, brudni, źli&#8230;</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10579</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10579#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 05 May 2012 18:30:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[błogosławieństwa]]></category>
		<category><![CDATA[ubóstwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10579</guid>
		<description><![CDATA[&#160; &#160; &#160; Ubodzy są świętymi Boga – nade wszystko ci brudni, śmierdzący, odrażający,nędzarze, żebrzący, sprzedający się za pieniądze, myszkujący w śmietnikach&#8230; Oni wszyscy są świętymi, jak najbardziej dosłownie. &#160; Ubóstwo w chrześcijaństwie od początku było sprawą pierwszej wagi. Tak widział je sam Jezus, a potem Kościół pierwotny, co dobrze widać w Nowym Testamencie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.tygodnik.com.pl/" target="_blank"><img class="alignright  wp-image-5006 colorbox-10579" style="margin-right: 10px; margin-left: 10px; padding: 4px;" title="TPQ2_winieta" src="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2011/07/TPlogo.jpg" alt="" width="110" height="42" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Ubodzy są świętymi Boga – nade wszystko ci brudni, śmierdzący, odrażający,nędzarze, żebrzący,</strong><br />
<strong>sprzedający się za pieniądze, myszkujący w śmietnikach&#8230; </strong><strong>Oni wszyscy są świętymi, jak najbardziej dosłownie.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ubóstwo w chrześcijaństwie od początku było sprawą pierwszej wagi. Tak widział je sam Jezus, a potem Kościół pierwotny, co dobrze widać w Nowym Testamencie. Rabbi z Nazaretu w Ewangelii Łukasza mówi: „<em>Błogosławieni jesteście wy, ubodzy&#8230;</em>” (6, 20); a Paweł z Tarsu zaś w Drugim Liście do Koryntian: „<em>Znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić</em>” (8, 9).</p>
<p>Ale któż z nas – jeśli już pamięta o Jezusowym stosunku do ubogich – może powiedzieć, że ma w tej kwestii czyste sumienie? <strong>Ubóstwo może być kwestią drażliwą, prowokującą, zapalną.</strong> Wywoływało w historii (i wywołuje dziś) zażarte debaty i spory, nie tylko teologiczne. W przeszłości przysparzało mnóstwo pracy inkwizytorom.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Watykański nokaut</h6>
<p>Największy spór o ubóstwo w Kościele toczył się na przełomie XIII i XIV w., o czym tak malowniczo opowiedział Umberto Eco w „Imieniu róży”. W owych niespokojnych czasach próbowano duchowo i moralnie oczyszczać Kościół poprzez powrót do radykalnego przesłania Ewangelii o ubóstwie. Działające wtedy ruchy religijne – katarzy, albigensi, waldensi czy humiliaci – ostro <strong>krytykowały bogactwo kleru</strong>, kwestionowały te czy inne punkty ortodoksji i odrzucały instytucjonalne struktury Kościoła. W efekcie spotykały się z ostrym odporem, włącznie z krwawymi prześladowaniami.</p>
<p>Inną duchowość, ale i taktykę praktykowania ubóstwa przyjęły ówczesne zakony żebracze, nade wszystko franciszkanie, dla których istotna była wierność ortodoksji i „tak” dla struktur Kościoła-instytucji. Duchowi synowie św. Franciszka, Biedaczyny z Asyżu, spór doprowadzili do eksplozji. W refleksji i pismach zakonnych teologów <strong>ubóstwo urosło do rangi dogmatu</strong>. Eco wcale nie przesadza, pisząc:</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>„W 1322 roku (&#8230;) odbyła się w Perugii kapituła braci franciszkańskich, a ich generał, Michał z Ceseny (&#8230;) ogłosił jako prawdę wiary ubóstwo Chrystusa, który jeśli nawet posiadał rzecz jaką wespół z apostołami, to tylko w formie <em>usus facti</em> [faktycznego używania]. Ten szlachetny aksjomat miał ocalić cnotę i czystość zakonu, ale nie przypadł zanadto do smaku papieżowi, albowiem być może dostrzegł w nim zasadę niebezpieczną dla tych roszczeń, które on sam jako głowa Kościoła wysuwał, zmierzając do odebrania cesarstwu przywileju wybierania biskupów, natomiast świętemu tronowi przypisując prawo do koronacji cesarza”.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nieporozumienia i kłótnie szybko z poziomu czysto kościelnego i duchowego przeniosły się w sferę świecką i polityczną. Powstawały papieskie, ale i franciszkańskie pisma o ubóstwie. Posypały się apele i odezwy. Podobnie ekskomuniki. Jeden papież kwestionował postanowienia innego. Strony rzucały na siebie potępienia, nie brakło oszczerstw. Wzajemnie oskarżano się o herezję. W jej czeluści miał wpaść – uważali franciszkanie – sam papież Jan XXII, dla którego ich „ubogi” radykalizm był nie do przyjęcia. Dramatycznie przybyło zajęć inkwizytorom, wzmogły się aresztowania, strony sporu znikały w więzieniach, salwowano się ucieczkami pod osłoną nocy i chroniono pod skrzydła władców świeckich. To tu, to tam interweniowały wojska.</p>
<p>Ówczesny spór o ubóstwo rozstrzygnęła strona, która raczej nie odczuwała biedy i nędzy na własnej skórze. Tak też zwykle kończą się podobne debaty – <strong>ostatni głos należy w nich do tych, którzy są u władzy</strong>.</p>
<p>Wielki spór o ubóstwo toczył się również w wieku XX. W odpowiedzi na potworną biedę i nędzę najuboższych z ubogich Ameryki Łacińskiej zrodziła się tam <strong>teologia wyzwolenia, odpowiednik franciszkańskich idei XIII i XIV w</strong>. Radykalizm ewangeliczny jej przedstawicieli, głównie duchownych, ale również ich zaangażowanie polityczne oraz inspirowanie się ideami marksizmu doprowadziły do ostrego sprzeciwu Watykanu. Kongregacja Nauki Wiary potępiła część zasadniczych tez tej teologii w 1984 r. w „Instrukcji o niektórych aspektach teologii wyzwolenia”.</p>
<p>Dwa lata później ta sama dykasteria w kolejnej instrukcji – o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu – przedstawiła własną wizję wyzwolenia z nędzy i biedy. Dokument uwzględnił m.in. część krytyki, z jaką spotkała się instrukcja z 1984 r. Kościół ostatecznie oficjalnie przyjął niektóre poglądy teologii wyzwolenia, jak na przykład „preferencyjną opcję na rzecz ubogich” czy ideę o „grzesznych strukturach społecznych”, które z istoty niesprawiedliwie prowadzą do nędzy, biedy i głodu całych społeczności.</p>
<p>Kolejną – już na przełomie XX i XXI w. – odsłoną sporu o ubóstwo były i są napięcia w Kościele związane z rozwojem teologii wyzwolenia w Afryce i Azji. Zresztą, sama południowoamerykańska teologia wyzwolenia powoli i coraz śmielej podnosi się po rzymskim nokaucie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Spór ewangelistów</h6>
<p>Już w czasach Nowego Testamentu wśród pierwszych chrześcijan dochodziło do debat o znaczenie ubóstwa. W Ewangeliach można dostrzec dwa stanowiska w tej sprawie. Mateusz i Łukasz różnie ujmują kwestię ubóstwa – chodzi o ich różne wersje Jezusowych błogosławieństw.</p>
<p>W Ewangelii Mateusza pierwsze błogosławieństwo z „Kazania na górze” brzmi: „Błogosławieni ubodzy w duchu (<em>hoi ptochoi to pneumati</em>), albowiem do nich należy królestwo niebieskie” (5, 3). Ubóstwo ma tu charakter duchowy, wymagający właściwej postawy i orientacji duchowej. Tymczasem w błogosławieństwach Łukasza jest ono dużo bardziej konkretne, fizyczne i przyziemne: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy (<em>hoi ptochoi</em>), albowiem do was należy królestwo Boże” (6, 20). Tutaj mamy ubóstwo bez uzupełnień i dookreśleń, bez duchowych aspektów i wymiarów.</p>
<p>Łukasz w kolejnych błogosławieństwach do ubogich zalicza po prostu tych, którzy <strong>głodują, płaczą, są znienawidzeni i wyłączani</strong>. Mateusz używa języka delikatniejszego: <strong>smutni, cisi, złaknieni sprawiedliwości i czystego serca</strong>. Do tego wszystkiego Łukasz bezpośrednio po błogosławieństwach umieszcza słynne Jezusowe „biada” pod adresem bogatych i sytych: „biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą&#8230;” (6, 24-26). W Ewangelii Mateusza Rabbi z Nazaretu bogatych traktuje łagodniej, nie zostawiając ich bez szans: „Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. (&#8230;) Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (19, 23-24).</p>
<p>Można przypuszczać, że w pierwszych gminach część wierzących – to Łukasz – słowa Jezusa o ubóstwie rozumiała dosłownie, realistycznie i wykluczająco wobec bogatych. Inni zaś – to już Mateusz – byli bardziej inkluzywni, przyjmowali, że ubóstwo można rozumieć duchowo. W tym drugim znaczeniu do ubogich mogą należeć wszyscy, także zamożni czy bogaci – ale wymagana jest od nich właściwa postawa duchowa. Jedni chrześcijanie, może rekrutujący się raczej z grup biednych – jak się zdaje – akcentowali ubóstwo dosłowne, opowiadali się za radykalizmem w tej dziedzinie. Inni, może nawróceni spośród zamożniejszych, mogli przekonywać do szerszej interpretacji nauczania Jezusa.</p>
<p>Oba te stanowiska wspólnie poświadczają historyczną prawdę, że <strong>Jezus z Nazaretu „postawił” na ubogich i biednych</strong>. I to tak radykalnie, że ubóstwo stanowi element wewnętrzny chrześcijaństwa, należy do jego istoty. W chrześcijaństwie teologia i duchowość, koncepcja życia, wizja Kościoła i człowieka są nie do pomyślenia bez ubóstwa.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Ubodzy Jezusa</h6>
<p>Słowo „ubodzy” w ustach Jezusa pojawia się już na samym początku jego działalności publicznej. Oto w synagodze w Nazarecie czyta fragment Księgi Izajasza:</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>„Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ mnie namaścił i posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (4, 18-19).</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Jezus wybiera ubogich: dla nich przeznaczone jest Królestwo Boże. Jego słowa o nich tworzą przejmującą harmonię z innymi, które również znajdują się u Łukasza: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom jego upodobania” (2, 14). <strong>Bóg – uczy Rabbi z Nazaretu – upodobał sobie w ubogich</strong>. Ostrość Łukaszowych słów stanie się wyraźniejsza, gdy uświadomimy sobie, że przez wieki – za św. Hieronimem – przekładano je inaczej: „a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. Być może tłumaczy to, dlaczego biblijne słowo o ubogich często rozumiano w Kościele (tylko) duchowo, z akcentem na duchowo-moralną postawę człowieka.</p>
<p>W historii teologii jedni uważali, że ubodzy to ludzie pełni pokory, inni – że to ci, którzy nie przywiązują wagi do dóbr doczesnych, jeszcze inni – że są to wszyscy ci, którzy w każdej sytuacji, także w trudnościach, całą nadzieję pokładają w Bogu. Ubóstwo zatem nie miałoby zależeć od tego, czy ktoś konkretnie bieduje, czy też nie, czy głoduje, czy też jest syty, czy brakuje mu dóbr, czy też ma ich pod dostatkiem itd. Być może właśnie to miał na myśli Mateusz, gdy mówił o „ubogich w duchu”, ale takie znaczenie nie wyczerpuje sensu „ubogich” w Ewangeliach.</p>
<p>Przekonuje o tym już sam Mateusz – najwyraźniej w „Mowie o sądzie ostatecznym” (rozdział 25), gdzie Jezus mówi o głodnych, spragnionych, przychodniach, nagich, chorych, więźniach. To zatem ci sami, o których traktują błogosławieństwa z Ewangelii Łukasza. Dla Jezusa ubodzy to ci, którzy znajdują się w konkretnej bolesnej sytuacji braku i niedostatku dóbr koniecznych do życia, dojmującej fizycznej nędzy, niedoli i cierpienia, w sytuacji niszczącego zła.</p>
<p>Uderzające jest to, że w ewangelicznych opisach ubogich brak dywagacji o ich postawie moralnej. Jezus wchodził w krąg ubogich, również takich, którymi społeczności gardziły, jak żebracy, pijacy, prostytutki czy parający się pogardzanymi profesjami, czym wywoływał zgorszenie. Dopiero potem delikatnie, jakby szanując zawiłość ludzkich losów, próbował uwrażliwiać ich na rzeczywistość „z wysoka”. <strong>Przestrzeń ewangelicznych ubogich wydaje się nie być ograniczona murem ich dobrej woli i właściwej postawy moralnej</strong>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Bóg w piekle</h6>
<p>Ubodzy to ludzie wciągnięci w sferę zła, które niszczy ich z zewnątrz i od wewnątrz. Ubogimi są dla Jezusa, na przykład, więźniowie (por. Mt 25, 36). Tekst ewangeliczny dyskretnie milczy o przyczynach ich uwięzienia. Wszystko wskazuje na to, iż należą oni do świata ubogich tylko dlatego, że są więźniami. Podobnie ma się rzecz z głodnymi, spragnionymi, nagimi czy chorymi (por. Mt 25, 35-36).</p>
<p>Na pewnym poziomie nędzy <strong>ludzkie życie wkracza w wymiar, który można nazwać infernalnym</strong>. Staje się piekłem, gdzie światło nadziei na jakąkolwiek poprawę sytuacji i życia gaśnie bezpowrotnie. W takim piekle nie ma już miejsca na wolność. Wolność odarta z nadziei to życie poddane dyktatowi instynktów. Panuje tu czysta nędza, bez dookreśleń, takich jak „w duchu”.</p>
<p>René Habachi, filozof z Libanu, pisał: „W katastrofalnej sytuacji ekonomicznej nie doprowadzi się do odrodzenia duchowego za pomocą gładkich i obłudnych sztuczek słownych. Biegli w kunszcie tego łatwego moralizmu są najbardziej ograniczonymi grabarzami duchowości, niepoczytalnymi niszczycielami obecności Boga w dzisiejszym świecie”.</p>
<p><strong>Czysta nędza zna tylko odmowę świata</strong>, a Bóg zdaje się nie zamieszkiwać tej krainy. Wzniosłe mówienie o Nim ludziom, których całe życie jest zaprzeczeniem istnienia Transcendencji, nabożne zachęcanie do uniesień ducha czy moralne apelowanie o wejście na właściwą drogę mogą okazać się cynicznym kuszeniem Złego. Świat takiej ludzkiej nędzy jest światem ubogich. Do tego świata – nie ma co się łudzić – niniejszy tekst nie dotrze. Najubożsi go nie przeczytają.</p>
<p>„Ubogim głosi się Dobrą Nowinę” – mówi Jezus. On rzeczywiście ich sobie upodobał. Dobra Nowina jest nowiną o zbawieniu. Nędza, brak chleba, więzienie, choroba, zło moralne, które osaczają ludzi, wciągając ich do świata ubogich, to sytuacje nie-zbawienia. W słowach Jezusa o ubogich kryje się słowo o jego Bogu, którego dotyka, rani ludzkie ubóstwo, bieda i nędza.<strong> Bóg Jezusa z Nazaretu jest Bogiem podatnym na zranienie niedolą ludzi</strong>. To On ostatecznie „otrze każdą łzę z ich oczu” (Ap 7, 17).</p>
<p>W osobie Jezusa sam Bóg przychodzi w środek przepastnej nędzy. Właśnie to wyrażają ewangeliczne błogosławieństwa. One w pierwszym rzędzie nie są manifestem etycznym chrześcijaństwa, ale wyrażają prawdę, iż szczególnym, wybranym „miejscem” objawienia się Boga Jezusa są ubodzy. W tym „miejscu” urzeczywistnia się kardynalna prawda chrześcijaństwa o Bogu ukrytym – <em>Deus absconditus</em> – którego pełne światła piękno ukazuje się ludzkim oczom w ukryciu, poprzez przeciwieństwo – za zasłoną brzydoty, nędzy i niedoli.</p>
<p>Ricardo L. Recalde napisze:</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>„Bez przyjęcia ludzkiego ubóstwa w całej jego głębi nie dojdziemy do poznania Boga. Dopóki nie odkryjemy, że Bóg, który kocha wszystkich ludzi, preferuje ubogich, że ma w nich szczególne upodobanie i ku nim kieruje to, co ma najlepszego w swej miłości, tak długo nie odkryjemy prawdziwego oblicza Boga”.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Gdzie Kościół?</h6>
<p>W najbardziej pierwotnym sensie biblijnego słowa „świętość” ubodzy są ubogimi Boga – nade wszystko ci brudni, śmierdzący, odrażający, nędzarze, żebrzący, sprzedający się za pieniądze, myszkujący w śmietnikach, ci, którzy zakłócają estetyczną harmonię naszych ulic i dworców&#8230; Oni wszyscy są świętymi Boga. Jak najbardziej dosłownie.</p>
<p><strong>Bóg uświęca ubogich, ale nie ubóstwo</strong>, nie samą biedę, nędzę i niedolę. Całe życie Jezusa jest tego świadectwem. Na pytanie uczniów Jana Chrzciciela, czy jest „tym, który ma przyjść”, odpowiada: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się ewangelię” (Łk 7, 22). Ubóstwo jeśli istnieje, to po to, by je unicestwiać. <strong>Jezus wchodzi w świat ludzkiej nędzy, przenika go</strong>, żyje w najbardziej bolesnych miejscach naszego człowieczeństwa. Czyni to w jednym celu: by leczyć i uzdrawiać wszystkich bez wyjątku.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>„Przynoszono do niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a on ich uzdrawiał” (Mt 4, 24).</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Kanonizacji samego ubóstwa radykalnie przeczy Jezusowa „Mowa o sądzie ostatecznym”:</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>„Byłem głodny, a daliście mi jeść; byłem spragniony, a daliście mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście mnie; byłem nagi, a przyodzialiście mnie; byłem chory, a odwiedziliście mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie; zaprawdę, powiadam wam: wszystko, coście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt 25, 31-46).</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>W słowach Jezusa słyszymy zbyt mało, gdy odkrywamy w nich naukę jedynie o Jego moralnym utożsamianiu się z ubogimi. Tekst mówi dużo więcej – także i przede wszystkim to, że Jezus Chrystus już teraz jest realnie obecny w ubogich. Tego możemy być pewni. Jego obecność rozstrzyga o istnieniu jego Kościoła. <strong>Kościół jest rzeczywiście tam, gdzie wskrzeszony Ukrzyżowany uobecnia się mocą Ducha Świętego</strong>. To właśnie ta obecność decyduje o Kościele, a nie Kościół o niej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>Kościół ubogich</h6>
<p>Najgłębszej nędzy tego świata obca jest myśl o Kościele-instytucji. Kto ma tyle odwagi, by śpiewać wzniosłe i radosne hymny o Oblubieńcu (Chrystus) i jego Oblubienicy (Kościół) wszystkim tym, których życiowa sytuacja przeczy istnieniu Boga? W „Mowie o sądzie ostatecznym” Jezus nic nie wspomina o deklaratywnej przynależności kogokolwiek do Kościoła. On mówi jedynie i bardzo prosto: „byłem głodny&#8230; spragniony&#8230; byłem przybyszem&#8230; nagim&#8230; byłem w więzieniu&#8230;”.</p>
<p>Kościół nie tylko jest „Kościołem dla ubogich”, czyli wspólnotą, która troszczy się o ubogich, ale także i przede wszystkim jest Kościołem ubogich. <strong>Ubóstwo określa jego rzeczywistość od wewnątrz, wchodzi do jego definicji</strong>. W trudzie obcowania z ubogimi, z nędzą tego świata, Kościół odkrywa siebie, umacnia się mocą swojej słabości, w której mieszka Chrystus. Zbliżając się do ubogich, Kościół zbliża się do siebie, jest u siebie.</p>
<p>Idea „preferencyjnej opcji na rzecz ubogich” wynika zatem z najgłębszej istoty Kościoła, a nie tylko z – godnego szacunku – imperatywu etycznego. „Opcja ta nie zna wyjątków” (Kongregacja Nauki Wiary w „Instrukcji o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu”). Granice świata ludzkiej biedy i nędzy są granicami Kościoła. To właśnie ta racja sprawia, że wierzący, których los nie dotknął ubóstwem, biedą i nędzą, mają stawać się podatni na zranienie ubóstwem, biedą i nędzą.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Być zranionym nędzą znaczy zobowiązać się do „niesienia ulgi cierpiącym nędzę, bliskim czy dalekim, nie tylko z tego, co »zbywa«, ale z tego, co jest konieczne do życia. W obliczu istniejących potrzeb nie wolno przedkładać ponad nie bogatego wystroju świątyń i drogocennych paramentów przeznaczonych do kultu Bożego; przeciwnie, mogłoby się okazać konieczne sprzedanie tych dóbr, aby dać chleb, napój, odzież i dom temu, kto jest ich pozbawiony”.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>To – przyznajmy – rzadko, bardzo rzadko cytowane w Kościele słowa z encykliki „<em>Solicitudo rei socialis</em>” Jana Pawła II.</p>
<p>„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” – mówi Jezus w Ewangelii Mateusza. Ubodzy w duchu to ci, którzy <strong>dają się zranić biedą i nędzą tego świata, ci, którzy robią, co mogą, by nieść pomoc i ulgę uginającym się pod ich ciężarem</strong>. Tylko tak ubodzy duchem wchodzą w obszar Królestwa Bożego, które z definicji należy do ubogich jako takich.</p>
<p>Benedykt XVI, który jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary zadał cios teologii wyzwolenia, w 2008 r., zwracając się do jezuitów mających wielu swoich braci wśród przedstawicieli tej teologii, powiedział: „preferencyjna opcja na rzecz ubogich zawiera się <em>implicite</em> w chrystologicznej wierze w Boga, który sam stał się ubogim dla nas, by uczynić nas bogatymi przez swoje ubóstwo. (&#8230;) <strong>Dla nas wybór ubogich nie jest ideologią, ale wyłania się z Ewangelii</strong>”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Józef Majewski</em></p>
<p style="text-align: right;">Fot. <a href="http://www.kniazewski-foto.pl/" target="_blank">Bartosz Kniażewski</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>____________________________</em></p>
<p>Źródło: <a href="http://tygodnik.onet.pl/15,812,nr_16_3275__15_kwietnia_2012,temat.html" target="_blank">Tygodnik Powszechny nr 16 (3275), 15 kwietnia 2012</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Chcielibyśmy, żebyście<strong> również Wy</strong> zabrali głos w kwestiach, które Was interesują – w Kościele i nie tylko. Możecie pisać o tym, co wydaje Wam się ważne, godne uwagi lub po prostu, co chcielibyście przekazać innym – <strong>dajcie się nam poznać.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><strong><div class="scBox update">Czekamy na Wasze teksty pod adresem: <a href="mailto:ewelina.drela@gmail.com">ewelina.drela@gmail.com</a>.</div></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10579</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Podsumowanie</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10599</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10599#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 18:30:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nataliaswit</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzi i RB]]></category>
		<category><![CDATA[młodzi i RB]]></category>
		<category><![CDATA[podsumowanie]]></category>
		<category><![CDATA[zbawienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10599</guid>
		<description><![CDATA[Jak żyć, żeby być zbawionym? To pytanie często zadajemy sobie i innym. Odpowiedzi można również szukać w dziele świętego Benedykta. Jest to tekst, który zawiera wiele różnych inspiracji. Choć dotyczy głównie mnichów, również świeccy często z niej korzystają. W ostatnim naszym rozważaniu przyjrzymy się rozdziałom kończącym Regułę. Wśród nich kryje [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jak żyć, żeby być zbawionym? To pytanie często zadajemy sobie i innym. Odpowiedzi można również szukać w dziele świętego Benedykta. Jest to tekst, który zawiera wiele różnych inspiracji. Choć dotyczy głównie mnichów, również świeccy często z niej korzystają.</p>
<p>W ostatnim naszym rozważaniu przyjrzymy się rozdziałom kończącym Regułę. Wśród nich kryje się największa mądrość, jaką święty Benedykt mógł dać światu, która przyświeca kolejnym pokoleniom benedyktynów. Mądrość, której przyjęcie i wdrożenie w życie potrafi wiele zmienić</p>
<p><strong>Bóg we wszystkim uwielbiony</strong></p>
<p>„Jeśli są w klasztorze rzemieślnicy, niechaj z całą pokorą uprawiają swoją sztukę, gdy im opat na to zezwoli. Gdyby jednak ktoś z nich pysznił się swoją umiejętnością, sądząc, że przynosi jakąś korzyść klasztorowi, trzeba go od tej pracy odsunąć i już do niej więcej nie dopuszczać, chyba że się upokorzy i że opat mu ponownie rozkaże wykonywać ów zawód.” [RB 57, 1-3]</p>
<p>Praca zajmuje nam bardzo wiele czasu, dlatego też warto ją wykorzystać jako środek do doskonalenia cnót, szczególnie pokory. Każdy z nas rodzi się z określonymi umiejętnościami, które są darem od Boga. My je tylko rozwijamy. Warto cieszyć się z tego, że coś się nam udało, ale trzeba uważać, by nie popaść w pychę. To Bóg zasiał ziarno i pomógł mu wyrosnąć; chlubienie się, że urodzajne plony są efektem wyłącznie naszej pracy jest co najmniej nietaktem wobec Stwórcy.</p>
<p>„Jeśliby zaś coś z prac rzemieślników miało iść na sprzedaż, niechaj ci, przez których ręce będą one przechodzić, wystrzegają się najmniejszej nieuczciwości. Niech pamiętają zawsze o Ananiaszu i Safirze , bo podobnie jak tamtych śmierć cielesna, tak mogłaby ich spotkać śmierć duchowa, i to nie tylko ich samych, lecz także wszystkich pozwalających sobie na nieuczciwość w sprawach klasztoru. Przy ustalaniu zaś ceny nie trzeba dopuszczać do głosu złej chciwości. Lepiej jest zawsze sprzedawać nieco taniej, niż to mogą czynić ludzie świeccy, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony (1 P 4,11).” [RB 57, 4-9]</p>
<p>Oto benedyktyńska droga do zbawienia. Żyć tak, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony. Aby każda chwila w życiu, nieważne, czy piękna, czy trudna, była modlitwą uwielbienia. Pomocą w osiągnięciu celu będzie uczciwość na co dzień, nie tylko w pracy, oraz staranność w wykonywaniu różnych zadań.</p>
<p><strong>Pilnuj swego!</strong></p>
<p>„Trzeba się bardzo wystrzegać, aby w klasztorze z żadnego powodu jeden mnich nie ośmielał się bronić drugiego ani też występować w roli jego opiekuna, nawet wówczas gdyby łączyło ich jakieś bliskie pokrewieństwo. Niechaj nikt nie waży się robić tego w jakikolwiek sposób, bo takie postępowanie łatwo może stać się przyczyną poważnego zgorszenia. Gdyby więc ktoś przekroczył ten zakaz, powinien być surowo ukarany. [RB 69, 1-4]</p>
<p>Bóg zna wszystkie okoliczności konkretnego wydarzenia oraz ma wgląd w dusze jego uczestników. Dlatego często nie warto wdawać się w spory i potępiać jednych, przy okazji gloryfikując drugich. Doświadczenie podpowiada, że wielokrotnie odzywamy się wtedy, gdy nie trzeba, za to w chwilach, gdy nasza zdecydowana reakcja by się przydała, milczymy.</p>
<p>„Nie można dopuścić, by w klasztorze ktokolwiek ośmielał się rządzić na własną rękę. Dlatego też postanawiamy, że nikomu nie wolno karać ekskomuniką lub chłostą któregokolwiek ze współbraci, chyba że upoważni go do tego opat. Tego, kto w ten sposób zawini, należy upominać wobec wszystkich, żeby także pozostali przejmowali się lękiem (1 Tm 5,20). Dzieci do lat piętnastu powinni wszyscy starannie utrzymywać w karności i pilnować, lecz i to czynić należy z wszelkim umiarem i roztropnością. Kto zatem pozwoliłby sobie ukarać kogoś starszego bez polecenia opata albo dałby się ponieść złości wobec dzieci, ten poniesie karę przewidzianą w Regule. Napisane jest bowiem: Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. [RB 70, 1-7]</p>
<p>Kiedy człowiek zna swoje miejsce, łatwiej mu iść przez życie. I nie jest to pójście na łatwiznę, lecz zdrowy rozsądek. „Wyjście przed szereg” nie oznacza słusznego buntu, lecz niepotrzebną reakcję, która zamiast pomóc, może tylko zaszkodzić. Również uzurpowanie sobie praw do rozsądzania o tym, co dobre, a co złe, wpływa negatywnie na uzurpatora i jego otoczenie. Dlatego też warto w swoich codziennych działaniach, podejmowanych decyzjach zachować umiar. Lepiej jest zareagować później, ale słusznie, niż najpierw unieść się gniewem i żałować.</p>
<p><strong>Dobra gorliwość</strong></p>
<p>„Podobnie jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego. Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali. Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego. Niech darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską. Niech Boga boją się dlatego, że Go miłują. Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego.” [RB 72, 1-12]</p>
<p>Codzienne życie w świecie, który coraz bardziej przypomina drapieżną dżunglę nie jest proste. Pomocą w przetrwaniu może być właśnie „dobra gorliwość”, która pcha człowieka do pokonywania własnych ograniczeń, do trwania w wierze i nadziei na lepsze jutro.</p>
<p>Czym jednak jest ta gorliwość, która prowadzi do Boga? Prawdopodobnie jest to upór w czynieniu dobra połączony z wytrwałością w dążeniu do Boga pomimo wszystko. Na pewno wyrasta z wiary oraz z tego, co ją umacnia, na przykład lektury Pisma Świętego. Jest nieocenioną pomocą, szczególnie wtedy, gdy przychodzą trudne chwile. Nie pozwala zrezygnować z raz obranego celu, czyli dążenia do zbawienia.</p>
<p><strong>Temat – rzeka</strong></p>
<p>Niestety Reguła, jak głosi tytuł ostatniego rozdziału, „nie daje wszystkich wskazówek potrzebnych, by zachować całą sprawiedliwość”. Gdyby ktoś chciał napisać szczegółowy podręcznik pod tytułem: „Jak żyć by być zbawionym” prawdopodobnie spędziłby całe życie na poszukiwaniach, a na koniec stwierdziłby, jak jeden z doktorów Kościoła, że to wszystko, co napisał, i tak jest warte tyle co słoma.</p>
<p>„Reguła ta została napisana po to, abyśmy zachowując ją w klasztorach mogli pokazać, że postępujemy już w pewnej mierze w sposób godny naszego stanu i właśnie zaczynamy żyć życiem monastycznym.” [RB 73, 1]</p>
<p>Można odnieść wrażenie, że święty Benedykt napisał tekst tylko dla tych, którzy znajdują się na samym początku ścieżki duchowego rozwoju. Jednak przemyślenia wielu ludzi podpowiadają, że nawet, jeśli przeżyliśmy z Bogiem już wiele lat, wciąż znajdujemy się na początku drogi. Zatem Reguła, wbrew pozorom, może być przydatna w każdej chwili życia, niezależnie od stażu wiary.</p>
<p>„A jeśli to komuś nie wystarcza, kto śpieszy do doskonałości owego życia, znajdzie on w nauce świętych Ojców wszystko, co może doprowadzić człowieka do doskonałości najwyższej. Czyż jest bowiem taka strona albo takie zdanie natchnione przez Boga, zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie, które by nie zawierało najsłuszniejszych zasad życia ludzkiego? A któraż księga świętych katolickich Ojców nie przynosi wyraźnych pouczeń, w jaki sposób mamy prostą drogą dążyć do naszego Stwórcy? Czymże zaś są i Konferencje Ojców, i Ustawy, i ich żywoty, czymże Reguła świętego ojca naszego, Bazylego, jeśli nie narzędziami, z których pomocą mnisi, dobrzy i posłuszni, budują swoje cnoty? My natomiast, leniwi, źli i niedbali, musimy rumienić się ze wstydu.” [RB 73, 2-7]</p>
<p>Nie wiem, czy ktoś, kto podąża za Regułą jest leniwy, zły i niedbały. Na pewno nie warto w swoich poszukiwaniach zatrzymywać się tylko na tym tekście. Jest wielu świętych, którzy w swoich dziełach podkreślali przeróżne aspekty wiary, przymioty Boga i na tej podstawie pokazali, że do Boga można dotrzeć wieloma ścieżkami. Można również czerpać z nich inspirację i tworzyć własną ścieżkę, o ile będzie ona się mieściła w ramach nauczania Kościoła.</p>
<p>„Jeśli więc śpieszysz do ojczyzny niebieskiej, przestrzegaj najpierw z pomocą Chrystusa tej maleńkiej Reguły, którą pisaliśmy dla początkujących. A wówczas, otoczony opieką Bożą, owe wzniosłe szczyty cnoty i wiedzy, o których właśnie wspominaliśmy, i ty także kiedyś osiągniesz!” [RB 73, 8-9]</p>
<p>Czego i sobie, i Wam życzę (cytując mojego księdza proboszcza <img src='http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley colorbox-10599' />  )</p>
<p><strong>„Amen. Koniec Reguły”</strong></p>
<p>Amen. Koniec komentarza do Reguły.</p>
<p><strong>I co dalej?</strong></p>
<p>Mam w głowie kilka pomysłów, ale ich realizacja wymaga przygotowań. Dlatego też na tę chwilę zapraszam do odwiedzania moich blogów: nataliaswit.wordpress.com, switprzyherbacie.wordpress.com oraz eterów w Radiu Wnet. Wierzę, że niedługo spotkamy się znów, tutaj, na PSPO.</p>
<p>Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za kilkanaście miesięcy wspólnego podążania ścieżkami Reguły. Do napisania!</p>
<p style="text-align: right;">Natalia Świt</p>
<p style="text-align: right;">Zdjęcie mojego autorstwa</p>
<p style="text-align: right;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10599</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żywot św. Benedykta – rozdział 36-38</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10588</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10588#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 17:30:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Żywot św. Benedykta]]></category>
		<category><![CDATA[Św. Grzegorz Wielki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10588</guid>
		<description><![CDATA[36. Jak Benedykt napisał regułę dla mnichów &#160; 1. Grzegorz: Chętnie długo jeszcze opowia­dał­bym, Piot­rze, o tym czcigodnym Ojcu, lecz niektóre rzeczy umyśl­nie pomijam, bo pragnę ci jeszcze przedstawić dzie­je również i innych świętych mężów. Musisz wszak­że wiedzieć, iż sługa Boży, Benedykt, wśród ty­lu cudów, jakimi dał poznać się w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>36. Jak Benedykt napisał regułę dla mnichów</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p>1. <em>Grzegorz:</em> Chętnie długo jeszcze opowia­dał­bym, Piot­rze, o tym czcigodnym Ojcu, lecz niektóre rzeczy umyśl­nie pomijam, bo pragnę ci jeszcze przedstawić dzie­je również i innych świętych mężów. Musisz wszak­że wiedzieć, iż sługa Boży, Benedykt, wśród ty­lu cudów, jakimi dał poznać się w świecie, zasłynął rów­nież swoją mądrością. Napisał bowiem Regułę dla mnichów wyróżniającą się jasnością sądów i przej­rzystością sformułowań. Ktokolwiek za­tem prag­nie dokładniej poznać jego charak­ter i życie, odnaj­dzie bez trudu w owej Regule ca­łą osobowość Mist­rza, bo święty mąż nie mógł ina­czej postępować niż sam nauczał.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>37.  Jak Benedykt zapowiedział swoją śmierć braciom</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p>1. W roku, w którym miał ten świat już opuś­cić, dzień świętej swojej śmierci przepo­wie­dział i tym ucz­niom, co z nim razem byli i tym, co mieszkali da­leko. Znajdującym się przy nim nakazał milczenie, nie­obecnych zaś po­uczył, po jakim znaku poznają, że du­sza je­go opuściła ciało.</p>
<p>2. Na sześć dni przed śmier­cią polecił otwo­rzyć swój grobowiec. Wkrótce też dos­tał silnej go­rączki, która bardzo go męczyła. Z dnia na dzień stan jego się pogarszał, dnia zaś szós­te­go poprosił uczniów, by zanieśli go do ora­to­rium, gdzie przyjął Ciało i Krew Pana, umac­nia­jąc się na drogę do wieczności. Później wstał wspierając swe osłabione członki na ra­mio­nach uczniów, pod­niósł ręce do nieba i wśród słów modlitwy wydał os­ta­tnie tchnie­nie.</p>
<p>3. Tegoż dnia, dwaj jego uczniowie, jeden w swo­jej ce­li, drugi zaś przebywający daleko, mieli takie sa­mo, całkiem identyczne widze­nie. Ujrzeli mianowicie dro­gę usłaną kobierca­mi i jaśniejącą niezliczonymi po­chodniami, która, prosto ze wschodu, wiodła od ce­li Bene­dykta aż do nieba. Stał nad nią mąż pro­mien­ny nakazujący cześć swoją postawą i ten ich za­py­tał, co to jest za droga. A gdy uczniowie wyznali, że nie wiedzą, on sam im wyjaśnił: „Jest to droga, któ­rą umiłowany przez Pana Benedykt wstąpił do nie­ba&#8221;.<br />
Jak zatem obecni przy nim uczniowie pa­trzyli na śmierć świętego męża, tak i nieobec­ni zrozumieli, że umarł, ujrzawszy znak zapo­wiedziany.</p>
<p>4. Pochowano go w kap­licy św. Jana Chrzci­ciela, którą sam zbudował na miejscu oba­lo­ne­go ołtarza Apollona.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>38.  O świętej grocie</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p>1.  Jeszcze i dzisiaj, jeśli wiara proszących jest do­sta­tecz­nie silna, dzieją się cuda w owej grocie w Sub­la­cus, gdzie na początku miesz­­kał. Niedawno właśnie mia­ło miejsce takie oto wydarzenie: Pewna kobieta osza­lała i tak cał­ko­wicie straciła rozum, że dzień i noc błą­dziła po górach i dolinach, po lasach i po­lach, zatrzymując się tylko wtedy, gdy ją znużenie zmu­szało do odpoczynku. Wreszcie jednego dnia po bar­dzo długiej wędrówce trafiła do gro­ty świętego mę­ża Benedykta, nie wiedząc, co czyni, weszła do niej i tam noc przespała. Ra­no zaś wyszła tak zdrowa na umyśle, jakby nigdy w ogóle nie była szalona. I przez całe swo­je życie to zdrowie zachowała.</p>
<p>2. <em>Piotr:</em> Jak można wytłumaczyć, że rów­nież mę­czen­nicy mniej sprawiają cudów tam, gdzie leżą ich cia­ła niż przez same relikwie, największe zaś tam, gdzie nic z nich nie pozos­tało?</p>
<p>3. <em>Grzegorz:</em> Tam, gdzie spoczywają ciała mę­czen­ni­ków, mogą oni, Piotrze, na pewno czynić wiele cu­dów. Czynią je też, dla serc czystych działają ich nie­zliczone mnóstwo. Ponieważ jednak wiara nazbyt sła­ba zwątpiła­by łatwo, czy mogą również wy­słu­chi­wać próśb zanoszonych w takich miejscach, gdzie nie są obecni przez swoje ciała, dlatego trzeba, by właś­nie tam działy się cuda największe, gdzie ich obecność nie jest dla wszystkich oczywista. Ci jednak, co duchem trwają w Bogu, więcej za­sług zyskują swoją wiarą, jeśli i tam, gdzie nie ma ciała męczennika nie wątpią, że może on ich wy­słu­chać.</p>
<p>4. Dlatego też i Ten, który sam jest Praw­dą, po­wie­dział swoim uczniom, aby wzmocnić ich wiarę: Jeś­li nie odejdę, Paraklet nie przyj­dzie do was. Wiemy przecież, że Duch Para­­klet zaw­sze pochodzi od Ojca i Syna, dlaczego więc Syn mó­wi, że musi odejść, aby Duch przyszedł, jeśli Duch zawsze jest z Synem? Otóż uczniowie widząc Pa­na w ciele pragnęli­by Go stale oglądać cielesnymi ocza­mi, toteż słusznie im mówi: „Jeśli ja nie odejdę, nie przyjdzie Paraklet&#8221;. To jest tak, jakby po­wie­dział wyraźnie: Jeśli wam nie zabiorę mego ciała, nie zdo­łam ukazać, czym jest miłość Ducha; jeśli nie przes­taniecie oglądać mnie w ciele, nie nauczycie się nigdy kochać mnie miłością duchową.</p>
<p>5. <em>Piotr:</em> Podoba mi się to, co mówisz.<br />
<em>Grzegorz:</em>Przerwijmy teraz na chwilę roz­mowę. Jeśli chcemy opowiadać jeszcze o cu­dach innych świę­tych, musimy najpierw mil­czeniem pokrzepić na­sze siły.</p>
<div>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;">
<p style="text-align: right;"><em>św. Grzegorz Wielki</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>„Dialogi. Księga druga”</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10588</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pytania do Biblii: Upadek pierwszych ludzi i kara</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10572</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10572#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 03 May 2012 18:30:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>magdalena</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pytania do Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[grzech pierworodny]]></category>
		<category><![CDATA[kuszenie]]></category>
		<category><![CDATA[pytania do Biblii]]></category>
		<category><![CDATA[szatan]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10572</guid>
		<description><![CDATA[Czy raj naprawdę istniał? &#160; Według opisu biblijnego pierwsi ludzie zostali umieszczeni w raju, a więc we  wspaniałym ogrodzie zwierząt i ptaków (Rdz 2,4b-17). Ogród ten zawdzięczał niezwykłą urodzajność Tygrysowi i Eufratowi oraz dwu innym wielkim rzekom. Autor natchniony, pragnąc  przekazać prawdę religijną, oparł się na poglądach ludzi swej epoki. Pisze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Czy raj naprawdę istniał?</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Według opisu biblijnego pierwsi ludzie zostali umieszczeni w raju, a więc we  wspaniałym ogrodzie zwierząt i ptaków (Rdz 2,4b-17). Ogród ten zawdzięczał niezwykłą urodzajność Tygrysowi i Eufratowi oraz dwu innym wielkim rzekom. Autor natchniony, pragnąc  przekazać prawdę religijną, oparł się na poglądach ludzi swej epoki. Pisze o przyjaźni z Bogiem i   o konsekwencjach tego stanu. Obraz cudownego ogrodu jest dla niego środkiem, przy pomocy  którego przedstawia stan łaski, do którego został podniesiony pierwszy człowiek. Cudowny  ogród rajski ze swym bujnym drzewostanem jest zatem obrazem-symbolem daru Boga  udzielonego ludziom.</p>
<p>W opisie autor natchniony zastosował więc język obrazowy, przy pomocy którego przekazuje  pewne prawdy religijne. Nie zamierza informować o różnicy fizycznej między światem aktualnym, a światem pierwotnym, ale o różnicy między stanem niewinności a stanem grzechu.  Cudownemu ogrodowi odpowiada zatem przede wszystkim coś rzeczywiście istniejącego w  człowieku. Otwarta jest zaś sprawa, czy temu opisowi odpowiadała jakaś rzeczywistość w świecie materialnym poza człowiekiem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Czy to wąż kusił pierwszych ludzi?</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Według Księgi Rodzaju pierwsi ludzie, stworzeni przez Boga, zostali umieszczeni w raju, a więc we wspaniałym ogrodzie pełnym zwierząt i ptaków. Było to miejsce, gdzie ludzie byli szczęśliwi. Do opisu autor dołącza fantastyczne opowiadanie o harmonii człowieka z Bogiem. Jednak niespodziewanie opowiadanie nabiera ciemnych barw. Pojawia się postać wcześniej niezapowiedziana – wąż. Chociaż został stworzony przez Boga, to jednak różnił się od zwierząt i innych wężów.</p>
<p>Posiadał cechy wykraczające poza naturę zwierzęcia. Zdradzał niepospolitą inteligencję, znał psychikę ludzką i sztukę uwodzenia. Był przebiegły i obdarzony rozumem. Ukazywał ponadto Boga w złym świetle i zwodził kobietę. Rozpoczął z nią dyskusję i podważył Boży zakaz, zmieniając go w sposób widoczny. Podkreślał, że jedynym motywem zakazu jest zazdrość.W sposób perfidny przypisał zazdrości to, co w rzeczywistości pochodziło z dobroci Boga. Rola węża nie zakończyła się w raju. Będzie dalej, w ciągu wieków, walczył przeciw ludzkości, chociaż nie osiągnie końcowego zwycięstwa. Jest to więc byt nie tylko rozumny, ale i duchowy.</p>
<p>Nie ulega wątpliwości, że wąż jest zamaskowaną potęgą zła: przeciwnikiem Boga. Gdy nastąpi dalszy rozwój objawienia, autorzy natchnieni wyraźnie zaznaczą, że chodzi w tym wypadku o szatana. Autor Księgi Mądrości, który żył około 900 lat później niż twórca tradycji o kuszeniu pierwszych ludzi w raju, napisał: „A śmierć weszła w świat przez zawiść diabła” (Mdr 2,24).</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>W czym przejawił się grzech, który popełnili pierwsi ludzie?</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Tekst mówi o bardzo konkretnej czynności: człowiek spożył owoc zakazany. Jeżeli bierze się opis dosłownie, to wtedy odpowiedź jest jasna i prosta. Jeżeli jednak widzi się w nim formę literacką, to wtedy rodzi się pytanie: czy grzech prarodziców był tylko grzechem wewnętrznym, czy też skonkretyzował się w jakimś czynie zewnętrznym? W drugim wypadku powstaje pytanie: czy można określić naturę tego czynu?</p>
<p>Autor pisze tylko ogólnie. Elementy wspomniane przez niego uwypuklają to, co jest istotne w każdym ludzkim grzechu: człowiek oddala się od Boga i pragnie zbawić się tylko przy pomocy własnych sił. Sam chce być kryterium dobra i zła, czyli odrzuca to, iż jest stworzeniem. Nie chce uznać całkowitej zależności od Boga oraz faktu, że zbawienie jest wyłącznie łaską. Czyli grzech polega na tym, że człowiek, zamiast otworzyć się na działanie Boga, zamyka się w sobie. Nie jest<br />
wykluczone, że przejawiało się to w jakiejś czynności zewnętrznej. Nie da się tego jednak bliżej sprecyzować.</p>
<p>Opis biblijny jest wystarczająco jasny. Wynika z niego, że pierwsi ludzie znaleźli się w sytuacji, w której dokonali wyboru między „tak” lub „nie” w stosunku do Boga, nawet jeżeli okazją była rzecz drobna. Opis wskazuje, że ich czyn ma wszystkie znamiona grzechu. Ma taką samą naturę jak i inne czyny, które Pismo Święte nazywa grzechami. Był to jednak wybór zasadniczy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Jak autor natchniony opisuje karę, która spotkała pierwszych ludzi?</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Niezwykle dramatyczny opis ukazuje moment oczekiwania grzeszników na spotkanie z Bogiem. Hagiograf wykazał tutaj niezwykłą znajomość Boga, przed którym nie można uciec. Wyrok potępienia jest nieunikniony. Natychmiast nastąpiło przesłuchanie – najpierw mężczyzny, a później kobiety. Wąż nie był przesłuchiwany, gdyż jego wina była oczywista. Wszystko przebiegało tak jak przed trybunałem sądowym (Rdz 3,9-13).</p>
<p>Bóg wypowiedział wyrok potępienia w porządku odwrotnym. Postąpił tak jak każdy sędzia. Pytał tak, jak gdyby nie znał zupełnie sprawy. Mężczyzna wyznał swą winę, ale obciążył nią kobietę, a ta z kolei zrzuciła odpowiedzialność na węża. Kobieta została ukarana w pełnieniu zasadniczej funkcji jako matka i żona. Będzie musiała znosić bóle rodzenia. Mężczyzna otrzymał karę przede wszystkim jako rolnik. Jego praca, zapewniająca utrzymanie rodzinie, będzie odtąd uciążliwa. Utraciła radosny aspekt, jaki posiadała w raju (Rdz 2,15). Na końcu uciążliwego życia czeka człowieka śmierć. Musi wrócić do ziemi, z której powstał.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Odpowiadał: ks. Michał Bednarz </em></p>
<p style="text-align: right;"><em><strong>Materiał udostępniony dzięki uprzejmości</strong></em></p>
<p style="text-align: right;"><em><strong><a href="http://www.studiumbiblijne.diecezja.tarnow.pl/" target="_blank">Studium biblijnego</a> przy Diecezji Tarnowskiej.</strong></em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><div class="scBox notice"></p>
<p style="text-align: center;"><strong>Jeżeli nie rozumiesz jakiegoś fragmentu Pisma Świętego, chętnie wyjaśnimy.</strong><br />
Wystarczy, że napiszesz maila na adres</p>
<p style="text-align: center;"><strong><a href="mailto:kontakt@ps-po.pl">kontakt@ps-po.pl</a></strong></p>
<p style="text-align: center;">W tytule maila wpisz<strong> &#8221;Pytania do Biblii&#8221;</strong></p>
<p style="text-align: center;"></div></p>
<p style="text-align: center;"><strong><br />
</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10572</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zakonnica</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10565</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10565#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 May 2012 17:30:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szkice medytacyjne]]></category>
		<category><![CDATA[klasztor]]></category>
		<category><![CDATA[powołanie]]></category>
		<category><![CDATA[szkice medytacyjne]]></category>
		<category><![CDATA[zakonnica]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10565</guid>
		<description><![CDATA[Jest długonogą blondynką o niebieskich oczach. W szkole kochali się w niej prawie wszyscy chłopcy. Była jednak bardzo wybredna. Miała jednak chłopaka. Była wtedy już na studiach. Mówiono o nich: „Jaka piękna para!” Mieli zaplanowany ślub. Coś się jednak stało. Powiedziała mu, że chyba jednak jej życiowa droga jest inna. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jest długonogą blondynką o niebieskich oczach. W szkole kochali się w niej prawie wszyscy chłopcy. Była jednak bardzo wybredna. Miała jednak chłopaka. Była wtedy już na studiach. Mówiono o nich: „Jaka piękna para!” Mieli zaplanowany ślub. Coś się jednak stało. Powiedziała mu, że chyba jednak jej życiowa droga jest inna. Musi to sprawdzić. Rozstali się. Nie było im łatwo.</p>
<p>Po pół roku dowiedział się, że wstąpiła do klasztoru. Nie mógł zdobyć się, by tam pojechać. Wiedział, że jej nie przekona. W sercu trwał ból. Nie przypuszczał, że jednak dwaj inni wciąż zakochani w niej chłopcy nie mieli takich skrupułów. Przyjechali do tego klasztoru. Oczywiście każdy w innym czasie. Jeden nawet z mamą. Prosili, przekonywali. Bez skutku. Została. Złożyła śluby – pierwsze, wreszcie wieczyste. Twierdzi, że jest szczęśliwa. Ten, z którym myślała kiedyś założyć rodzinę, zdecydował się wobec tego na małżeństwo z kimś innym. Nie było łatwo, ale cóż mu pozostało.</p>
<p>Pewnego dnia żona pokazała mu jeden numer poczytnego kobiecego pisma, w którym widniało zdjęcie bardzo ładnej zakonnicy. Jej uroczego uśmiechu można by życzyć niejednej aktorce. Tym bardziej intrygował habit i zakonny welon, spod którego nieśmiało i nieco kokieteryjnie wysuwały się falujące włosy. To była ona. Taka sama, ale nawet jeszcze atrakcyjniejsza, jakby z innego świata. Redakcja wyeksponowała fragment wypowiedzi siostry: <em>Nawet w małżeństwie nie można w stu procentach wyrazić miłości do ukochanej osoby</em>. Nie wiedział co o tym myśleć. W sumie jest w tym twierdzeniu nieco racji. Zrozumiałe jest więc, czemu odeszła do klasztoru. Ale przecież on nie może się z tym zgodzić. Przecież kocha swa żonę.</p>
<p>Ale czy tak, jak kochałby tę, z która nigdy nie będzie razem? Wirowało mu w głowie. Przypomniał sobie zdjęcie małej św. Tereski, które kiedyś tak go intrygowało – jej żywe i głębokie spojrzenie i ta zwyczajna, ujmująca twarz. Tak często widywał – nawet na ulicy – tak wiele „atrakcyjnych”, jak to mówił, sióstr. Przywoływał w pamięci tak liczne piękne twarze świętych dziewcząt i kobiet znane z rozmaitych obrazów. <em>Jak to możliwe?</em> <em>Po co to wszystko?</em> – myślał. <em>W imię czego? Dla kogo? Dlaczego dotknęło to także jego?</em></p>
<p>Nie mógł wyzwolić się od tych pytań bez odpowiedzi. Nie śmiał pomyśleć: <em>Takie ładne dziewczyny! Jakże ich szkoda!</em>” Nie mógł też zapomnieć. I <strong>wie, że nie zapomni nigdy</strong>. Nieustannie odczuwa, jak dźwiga coś, co nie tyle jest urazem czy blizną, a raczej świadomością własnego ograniczenia i bezradności. Czy tak pozostanie do końca?</p>
<p>Gniotący żal niespełnienia i pokrzyżowania tak pięknych życiowych planów. Mówi się, że czas jest lekarzem, ale w tym przypadku nie do końca. Może po prostu musi dźwigać znak swej nieudolności. Albo <strong>niezrozumienia wyroków Pana Boga</strong>. Analizując te pytania nie myśli, że może jego była dziewczyna, a obecnie siostra zakonna, wciąż modli się za niego. Nie wie, czy łatwo jej, czy trudno – czy czegoś nie żałuje. Jednego jest tylko pewien – że <strong>wciąż ją kocha</strong>. I że przez to osoba Pana Jezusa, któremu poświęciła życia, jest jeszcze bardziej intrygująca i wiarygodna.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>o. Bernard Sawicki OSB</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>____________________________</em></p>
<p>Tekst opublikowany w czasopiśmie <a title="Integracja" href="http://www.integracja.org/ledge/x/60955" target="_blank">„Integracja”</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;">Zdjęcie:  <a href="http://www.flickr.com/photos/joeshlabotnik/" target="_blank">Joe Shlabotnik</a></p>
<p style="text-align: right;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10565</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spotkanie z Ojcem Leonem</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10540</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10540#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Apr 2012 11:43:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog Ojca Leona]]></category>
		<category><![CDATA[Ogłoszenia]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[Blog ojca Leona]]></category>
		<category><![CDATA[o. Leon Knabit OSB]]></category>
		<category><![CDATA[ojca leona słów kilka]]></category>
		<category><![CDATA[Ulubiony bilbord Papieża]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10540</guid>
		<description><![CDATA[Wydawnictwo Esprit zaprasza na spotkanie z ojcem Leonem Knabitem, autorem książki Ulubiony bilbord Papieża. W wyjątkowej rozmowie z redaktorem książki, Sylwestrem Szeferem, redaktorem książki, autorem poradnika Małżeństwo? 77xTak! oraz współautorem Nie bój się seksu, czyli kochaj i rób co chcesz, popularny benedyktyn z Tyńca zdradzi, jakie słowa stały się inspiracją [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://www.esprit.com.pl/" target="_blank">Wydawnictwo Esprit</a></strong> zaprasza na spotkanie z<strong> ojcem Leonem Knabitem</strong>, autorem książki Ulubiony bilbord Papieża. W wyjątkowej rozmowie z redaktorem książki, Sylwestrem Szeferem, redaktorem książki, autorem poradnika Małżeństwo? 77xTak! oraz współautorem Nie bój się seksu, czyli kochaj i rób co chcesz, popularny benedyktyn z Tyńca zdradzi, jakie słowa stały się inspiracją do napisania książki, <strong>opowie o swoich spotkaniach z Ojcem Świętym</strong> i o tym, w jaki sposób każdy z nas powinien odnaleźć swój własny bilbord&#8230;<br />
&nbsp;</p>
<h5 style="text-align: center;">Zapraszamy do klasztoru Ojców Benedyktynów</h5>
<h5 style="text-align: center;">na Opatówkę 6 maja 2012 roku o godzinie 15.45.</h5>
<p>&nbsp;<br />
&nbsp;</p>
<h5 style="text-align: center;">Adres Opactwa Benedyktynów: Kraków, ul. Benedyktyńska 37.</h5>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://maps.google.pl/maps?q=krak%C3%B3w+benedykty%C5%84ska+37&amp;hl=pl&amp;ie=UTF8&amp;ll=50.013365,19.824829&amp;spn=0.044621,0.077162&amp;sll=52.025459,19.204102&amp;sspn=10.946539,19.753418&amp;hnear=Benedykty%C5%84ska+37,+Krak%C3%B3w,+ma%C5%82opolskie&amp;t=m&amp;z=14" target="_blank"> Zobacz na mapie</a>  |  <a href="http://mpk.krakow.pl/pl/page-f3044045/" target="_blank">Linia autobusowa nr 112</a><br />
&nbsp;<br />
&nbsp;<br />
&nbsp;<br />
<center><br />
<a href="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2012/04/Zaproszenie-MINI2.jpg"><img class="alignnone size-medium wp-image-10541 colorbox-10540" title="Zaproszenie-MINI2" src="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2012/04/Zaproszenie-MINI2-300x109.jpg" alt="" width="300" height="109" /></a></p>
<p></center><br />
&nbsp;<br />
&nbsp;<br />
&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10540</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z Biblią jest jak z kolacją</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10526</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10526#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Apr 2012 18:30:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[biblia]]></category>
		<category><![CDATA[Czytanie Pisma Świętego]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Węgrzyniak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10526</guid>
		<description><![CDATA[&#160; &#160; &#160; &#160; Rozmowa z biblistą, ks. Wojciechem Węgrzyniakiem &#8211; o dobrych radach, jak czytać Pismo Święte, Psalmach na mp3 i trawieniu Księgi Liczb. &#160; Rozmawiamy przy kolacji. Czy przy plackach ziemniaczanych wypada dyskutować o Piśmie i to w dodatku Świętym? &#160; A nie? &#160; Z jakim nastawieniem podchodzić do Biblii? Traktować ją jak dobrą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.przk.pl" target="_blank"><img class="alignright  wp-image-5288 colorbox-10526" style="margin: 20px; padding: 4px;" title="przk" src="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2011/07/przk.jpg" alt="" width="188" height="59" /></a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Rozmowa z biblistą, ks. Wojciechem Węgrzyniakiem &#8211; o dobrych radach, jak czytać Pismo Święte, Psalmach na mp3 i trawieniu Księgi Liczb.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Rozmawiamy przy kolacji. Czy przy plackach ziemniaczanych wypada dyskutować o Piśmie i to w dodatku Świętym?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>A nie?</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Z jakim nastawieniem podchodzić do Biblii? Traktować ją jak dobrą lekturę, niezłą powieść z wartką akcją czy klękać przed nią, jak się klęka przed sacrum?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Podchodzić do Biblii można z różnym nastawieniem, tylko że niektóre nie zaprowadzą tam, gdzie chce zaprowadzić Biblia, czyli do wolności. Można czytać Biblię jako powieść i wtedy zatrzymamy się na poziomie literackiej dyskusji. Można czytać jako dokumenty historyczne, ale wtedy będziemy dyskutować o faktach i historycznych mitach. Najlepiej jednak szukać w Biblii prawdy dla naszego zbawienia, bo po to Biblia została napisana. Mówiąc żartem, z Biblią jest jak z kolacją – najlepiej zasiadać do niej z zamiarem zjedzenia. Inne cele nie są zabronione, ale mogą być dziwne, a nawet podejrzane.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Od czego zacząć czytanie Pisma Świętego? Załóżmy, że mamy już czas i chęci.</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Czas i chęci to bardzo dużo. Dorzuciłbym do tego jeszcze systematyczność. Trzeba być systematycznym i wiernym aż do bólu. Ustawić sobie pułap, że w ciągu pierwszego tygodnia czy miesiąca będę czytał po jednym rozdziale. Albo że będę czytał przez trzy minuty. Lub codziennie nauczę się nowego wersetu na pamięć. A może będę sięgać po czytania z dnia? Forma ma tutaj znaczenie drugorzędne, czasem trzeba ją zmienić, najważniejsza jest po prostu systematyczność. Tak jak z jedzeniem. Tego się nie przeskoczy, jeśli organizm ma funkcjonować normalnie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Dlaczego tak trudno się za to zabrać?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Przyczyn niechęci może być wiele. Ale skoro te przyczyny powodują, że nie otwieramy Biblii, to moja osobista rada jest taka – wziąć ją z półki, otworzyć i już nie zamykać. Ludzie dlatego nie czytają książek, bo ich nie otwierają. Podobnie z Pismem Świętym. Trzeba je otworzyć, zostawić na stoliku i przyjąć zasadę, że każdego dnia przeczytam cokolwiek. Oczywiście, oprócz wydań papierowych mamy internet. Można zaprenumerować czytania z dnia i dostawać je na e-maila.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>A Biblia w mp3? Czy to nie taka mała profanacja?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ależ skąd! Jaka profanacja? To rewelacyjny pomysł! Pan Bóg przecież mówił, a nie pisał i jeśli słuchamy tekstu, to na pewno nie robimy krzywdy słowu Bożemu. Jadę samochodem, idę na spacer, dlaczego by nie zamienić popowych piosenek czy klasycznych hitów na Biblię?</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Czy w Piśmie Świętym są odpowiedzi na wszystkie pytania?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Myślę, że tak. Tylko o jaki poziom konkretu nam chodzi? Jeśli dziewczyna szuka w Biblii imienia swojego przyszłego męża, to prawdopodobnie go nie znajdzie. Znajdzie natomiast odpowiedź, żeby się nie martwiła, bo skoro jeszcze tego imienia nie zna, to widocznie nie jest jej to w tym momencie potrzebne. Pan Bóg nie po to pisał Biblię, żebyśmy wiedzieli, jaką śrubkę wkręcić i gdzie wkręcić. Ale napisał „czyńcie sobie ziemię poddaną”, więc je wkręcamy.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Czy więc otwieranie Pisma Świętego na obojętnie której stronie z nadzieją znalezienia w nim odpowiedzi na ważne dla nas pytania ma sens? A może to nadinterpretacja?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Może mieć sens. Po pierwsze, trzeba jednak odróżnić to, co tekst do mnie mówi, od tego, co jest jego przesłaniem. Na przykład drzwi w moim mieszkaniu są pomalowane na biało. Mogę się zastanawiać, co ten kolor do mnie mówi. Być może to, że powinienem bardziej zadbać o czystość swojej duszy. Ale czy to znaczy, że malarz malował je z taką intencją, bym myślał w ten sposób? Nie! On nawet nie wiedział, że będę tu mieszkał! Po prostu w życiu używamy pewnych skojarzeń, które przynoszą konkretne efekty. Gdy czytamy Pismo Święte, też pojawiają się w naszych głowach różne skojarzenia, do których mamy prawo. Natomiast gdybyśmy zaczęli mówić, że św. Jan napisał dany fragment specjalnie po to, żebyśmy podjęli taką a nie inną decyzję, to jest to już błąd.</p>
<p>Po drugie, trzeba pilnować celu, to znaczy czy moje odczytanie doprowadziło mnie do prawdy, która zbawia. Św. Augustyn powtarzał, że ostatecznym celem wszystkiego jest miłość. Jeśli po lekturze danego tekstu kochasz bardziej Boga i bliźniego, to znaczy, że dobrze odczytałeś Biblię, nawet jeśli autor natchniony w ogóle nie chciał powiedzieć ci tego, co sobie pomyślałeś.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Tym sposobem Pismo Święte za każdym razem przemawia do nas inaczej. Nawet wtedy, gdy w kościele czytane są fragmenty, które znamy na pamięć.</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Gdyby tak nie było, nie byłoby sensu czytać dwa razy tej samej rzeczy, a w kościele to już w ogóle. Można by się wyłączyć np. na czas Ewangelii, bo ile można słuchać o miłosiernym Samarytaninie?</p>
<p>Jednak nie stoimy w miejscu i za każdym razem jesteśmy na innym etapie naszego życia. Zawsze jest szansa, że słowo uderzy w strunę, w którą nie uderzyło wcześniej, że zwrócimy uwagę na coś zupełnie nowego. Nawet wtedy, gdy jakiś fragment znamy na pamięć i moglibyśmy go recytować razem księdzem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Księdza kazania, także te dotyczące powszechnie znanych tekstów, zawsze są niebanalne, bogate w treść, zarysowują kontekst kulturowy, historyczny. Przygotowuje Ksiądz materiały, które mogą być pomocne także innym kapłanom. Skąd czerpie Ksiądz inspiracje?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Staram się słuchać tekstu i życia. Czytam i rozważam tekst, dopóki nie zacznie on mówić do mnie. Bo jeśli jakieś treści dotkną mnie, to jest szansa, że przemówią również do innych. Dzięki studiom biblijnym, przygotowując się do kazania, czytam tekst po grecku lub hebrajsku i szukam w nim nieraz czegoś, czego nie oddaje polskie tłumaczenie, i zastanawiam się, co mnie zaskakuje i uderza.</p>
<p>Ks. prof. Edward Staniek mówił nam w seminarium, że po przeczytaniu fragmentu Ewangelii powinno się mieć 30–40 pomysłów na kazanie, bo z każdego słowa da się coś „wyciągnąć”. Sztuką jest z tego gąszczu idei wybrać dwie, trzy myśli ważne dla danej wspólnoty. Kiedy jednak zna się trochę ludzi, słucha ich, spowiada, można przypuszczać, co będzie dla nich istotne.</p>
<p>Często problemem nas, księży, jest to, że zbyt rzadko spotykamy się z Panem w tekście biblijnym. Brakuje uczciwego posiedzenia nad nim przez kwadrans czy pół godziny i zastanowienia się, co on do mnie rzeczywiście mówi. Bo kiedy Bóg do mnie przemówi, to wystarczy wtedy powiedzieć o tym innym na kazaniu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Niewiele kościelnych homilii dotyczy Starego Testamentu. Czy dlatego, że jest trudniejszy do wyjaśniania?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Być może i należałoby się przyjrzeć sposobom kształcenia kleryków w tej dziedzinie. Teoretycznie kazanie powinno dotyczyć wszystkich czytań, ale nie zawsze łatwo jest je ze sobą połączyć. Poza tym, powiedzmy szczerze, że niektóre czytania ze Starego Testamentu naprawdę wydają się „kosmiczne”. Chociaż przecież mamy i takie perełki, że aż serce rośnie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Od czego zacząć lekturę tej części Biblii w swoich czterech ścianach? Chyba nie od zagmatwanej Księgi Liczb…</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Gdy myślę o Księdze Liczb, przypomina mi się zasada, by nie dążyć na siłę do tego, żeby koniecznie przeczytać całą Biblię. Z Pismem Świętym jest trochę jak z pokarmem. Może się okazać, że są części, których po prostu nie trawimy. Co więcej, może się okazać, że ktoś umrze, nie przeczytawszy Księgi Liczb. I nie należy się tym zbytnio przejmować, bo apostołowie umarli, nie przeczytawszy Apokalipsy. Po prostu – czytam to, co mnie przybliża do Pana Boga.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Nie jest to pójście na łatwiznę?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Może i jest, ale zawsze należy zapytać o cel. Jeśli najważniejszym celem w życiu jest przeczytanie całej Biblii, to nie ma przebacz i trzeba się zmusić nawet do Księgi Liczb. Ale jeśli pierwszorzędnym celem jest miłość do Boga i bliźniego, to powinniśmy szukać dróg, które nas do niego przybliżą. Jeśli Biblia miałaby mnie odstraszać od Pana Boga albo zniechęcić do bliźniego, to lepiej jakiejś części nie czytać.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>Niektórych może odstraszać język. Czy Matka Boża zawsze będzie „brzemienna”, czy kiedyś będzie „w ciąży”?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Nie znaleźliśmy jeszcze wielu trafniejszych odpowiedników niektórych słów, jak chociażby „brzemienna”. Tak samo w pacierzu. Co to jest „zdrowaś”? Każde dziecko powie, że chodzi o to, by Maryja była zdrowa. Przykłady można mnożyć. Przecież dzisiaj nikt nie mówi „zaprawdę” ani „hosanna”. Trzeba więc ciągle szukać nowych tłumaczeń.</p>
<p>Spójrzmy jednak na to i z innej strony. Czasem wiele lat studiujemy obce języki. Uczymy się też języka związanego z wykonywaną pracą zawodową, np. prawniczego czy medycznego. Dlaczego więc nie poświęcić czasu na nauczenie się języka Biblii?</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p><strong>To jeszcze jeden argument dla nieprzekonanych – rachunek zysków i strat. Co mi da czytanie Pisma Świętego?</strong></p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Mój kolega od wielu lat ma na Skypie jeden i ten sam status: „Czytaj Biblię, a unikniesz wielu rozczarowań”. Jest wiele dróg, które prowadzą do Pana Boga, a jedna z nich prowadzi przez Pismo. Kiedy czytam i spotykam się z Nim na kartach Biblii, czuję się bardziej wolnym, bardziej człowiekiem. I może to trochę tak, jak z mieszkaniem przez długi czas z ukochaną rodziną. Jeśli jesteś szczęśliwy, nie będziesz eksperymentować, jak by ci było, gdybyś mieszkał z kimś innym. Tak i ja nie będę eksperymentować, jak by mi było, gdybym nie czytał Biblii.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;">—————————————————————————————————————————–</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Posłuchaj: <a href="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?page_id=2195" target="_blank">Konferencje ks. Wojciecha Węgrzyniaka w PS-PO</a></strong></p>
<p style="text-align: center;">—————————————————————————————————————————–</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Rozmawiała: Magdalena Guziak-Nowak</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em><span style="color: #999999;"> Ks. Wojciech Węgrzyniak – doktor nauk biblijnych, w latach 2001–2006 studiował w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie, a w okresie 2006–2009 we Franciszkańskim Studium Biblijnym w Jerozolimie. Jest wykładowcą Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Strona internetowa m.in. z jego rozważaniami biblijnymi: www.wegrzyniak.com</span></em></p>
<p style="text-align: -webkit-auto;">
<p>&nbsp;</p>
<p><em>____________________________</em></p>
<p>Źródło: <a href="http://www.przewodnik-katolicki.pl/nr/169.html" target="_blank">Przewodnik Katolicki nr 16/2012, 18 kwietnia 2012</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Chcielibyśmy, żebyście<strong> również Wy</strong> zabrali głos w kwestiach, które Was interesują – w Kościele i nie tylko. Możecie pisać o tym, co wydaje Wam się ważne, godne uwagi lub po prostu, co chcielibyście przekazać innym – <strong>dajcie nam się poznać.</strong></p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong><div class="scBox update">Czekamy na Wasze teksty pod adresem: <a href="mailto:ewelina.drela@gmail.com">ewelina.drela@gmail.com</a>.</div></strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10526</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fajka jako oznaka zadumy</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10508</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10508#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Apr 2012 19:30:44 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Ks. Adam Boniecki]]></category>
		<category><![CDATA[Lepiej palić fajkę niż czarownice]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10508</guid>
		<description><![CDATA[Lęk o ortodoksję znamionuje wstępowanie w starość. Czasem bywa symptomem niepewności. Młodość ze swym idealizmem z natury rzeczy jest wobec starych krytyczna. To krytycyzm, niekoniecznie destrukcyjny, stymuluje do myślenia. Jest twórczy. Ks. Adam Boniecki „Lepiej palić fajkę niż czarownice&#8230;” &#160; Czy jest ktoś, kto nie zna, czy choćby nie słyszał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: right;"><em>Lęk o ortodoksję znamionuje wstępowanie w starość.</em><br />
<em>Czasem bywa symptomem niepewności.</em><br />
<em>Młodość ze swym idealizmem z natury rzeczy</em><br />
<em>jest wobec starych krytyczna. To krytycyzm,</em><br />
<em>niekoniecznie destrukcyjny, stymuluje do myślenia. Jest twórczy.</em></p>
<p style="text-align: right;">Ks. Adam Boniecki „Lepiej palić fajkę niż czarownice&#8230;”</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3194,tytul,Lepiej%20pali%C4%87%20fajk%C4%99%20ni%C5%BC%20czarownice"><br />
<img class="alignright colorbox-10508" style="margin: 20px; padding: 4px;" title="Boniecki_Lepiejpalicfajke_500pcx" src="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2012/04/Boniecki_Lepiejpalicfajke_500pcx.jpg" alt="" width="197" height="270" /></a></p>
<p>Czy jest ktoś, kto nie zna, czy choćby nie słyszał czegokolwiek o księdzu Adamie Bonieckim? Wydaje się, kapłan, jak kapłan. Nie. Ksiądz Boniecki jest kapłanem niezwykłym. Wieloletni redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego, intelektualista, jakich w Polsce brakuje. O księdzu Bonieckim zrobiło się głośno, gdy zakonny przełożony nałożył na niego <strong>ograniczenie aktywności medialnej</strong> i możliwości wypowiedzi publicznych. W tym właśnie czasie powstała książeczka niewielkich rozmiarów „Lepiej palić fajkę, niż czarownice&#8230;”, wydana wspólnie przez wydawnictwo ZNAK i Tygodnik Powszechny.</p>
<p>To niecodzienny <strong>zbiór felietonów autorstwa ks. Adama Bonieckiego</strong>, które publikowane były i są nadal jako słowo wstępne w tygodniku Powszechnym. Zbiór obejmuje okres od września 2008  do listopada 2011 roku. Możecie zapytać, po co wydaje się takie książki, skoro teksty te już zostały opublikowane?</p>
<p>Zapewne z wielu powodów. Ale przede wszystkim dlatego, że dzięki temu można mieć zgromadzone wszystkie te teksty w jednym miejscu, nie trzeba wertować Internetu czy archiwalnych numerów Tygodnika.  Przy każdym felietonie znaleźć można nie tylko zdjęcie okładki numeru, z którego pochodzi tekst, ale również wiele niepublikowanych dotąd zdjęć autora.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;">—————————————————————————————————————————–</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3158" target="_blank">Przeczytaj fragment książki</a></p>
<p style="text-align: center;">Posłuchaj: <a href="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?page_id=4179" target="_blank">Konferencje ks. Adama Bonieckiego</a></p>
<p style="text-align: center;">—————————————————————————————————————————–</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Felietony te dotyczą wielu aspektów codziennego życia. Są <strong>mądrą, wyważoną lekturą</strong>, wypadałoby, obowiązkową dla każdego inteligenta. Pokazują podejście zdrowej, niczym nie zaburzonej wiary katolickiej do problemu śmierci, starości, rozwodów, tłumaczą, jakim zagrożeniem faktycznie jest satanizm, i co się z nim wiąże. Są wskazówką, jak katolicy powinni podchodzić do wielu kwestii, często bardzo zaskakującą. Jest też coś o radości, współczesnym konsumpcjonizmie, jak również o sytuacji i kondycji współczesnego Kościoła w Polsce. Znaleźć można ostre i cięte odpowiedzi dla biskupów, prowokujące stwierdzenia o Radiu Maryja czy działalności księdza Natanka.</p>
<p>Skąd tytuł? Kiedyś na stosie palono kobiety, które oskarżano o czary, zazwyczaj te inteligentne, które miały coś do powiedzenia, lub swoim sposobem bycia nie wpisywały się w ówczesny schemat. Czy dzisiaj jest inaczej? Być może fizycznie nie płoną stosy, nikt nie traci w ten sposób życia za poglądy, ale mentalnie i intelektualnie te stosy wciąż płoną, kiedy ucisza się lub zagłusza inteligentnych, mających coś do powiedzenia, ludzi. Piotr Mucharski, następca ks. Bonieckiego na stanowisku redaktora naczelnego Tygodnika, oraz jego wieloletni współpracownik, pisze we wstępie:</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>Lepiej palić fajkę niż czarownicę…” – czasem mam wrażenie, że w tym zdaniu jest cały Adam, bo palenie fajki oznacza tu zamyślenie.</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Ewelina Drela</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>——————————————————————————————————————————————————</p>
<p>ks. Adam Boniecki<strong> „Lepiej palić fajkę niż czarownice&#8230;”</strong></p>
<p>Wydawca: <strong>SIW ZNAK, Kraków 2011</strong></p>
<p>ISBN: 978-83-240-1914-4</p>
<p><a href="http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3194,tytul,Lepiej%20pali%C4%87%20fajk%C4%99%20ni%C5%BC%20czarownice" target="_blank">Wstąp do księgarni</a></p>
<p>——————————————————————————————————————————————————</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10508</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Władza, czyli służba</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10509</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10509#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Apr 2012 19:00:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>nataliaswit</dc:creator>
				<category><![CDATA[Młodzi i RB]]></category>
		<category><![CDATA[młodzi i RB]]></category>
		<category><![CDATA[opat]]></category>
		<category><![CDATA[przeor]]></category>
		<category><![CDATA[służba]]></category>
		<category><![CDATA[władza]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10509</guid>
		<description><![CDATA[Władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie – powtarzała mojej klasie nauczycielka na lekcjach historii w liceum. Rzeczywiście, ktoś, kto trzyma w rękach władzę musi się strzec. Osoby, które decydują o losach ludzi, różnych inicjatyw czy firm potrafią szybko nabrać złudzeń. Skoro oni szefują, znają się na czymś najlepiej. Po co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Władza demoralizuje, władza absolutna demoralizuje absolutnie – powtarzała mojej klasie nauczycielka na lekcjach historii w liceum. Rzeczywiście, ktoś, kto trzyma w rękach władzę musi się strzec.</p>
<p>Osoby, które decydują o losach ludzi, różnych inicjatyw czy firm potrafią szybko nabrać złudzeń. Skoro oni szefują, znają się na czymś najlepiej. Po co zatem mają słuchać rad innych pracowników? Bycie wyżej w hierarchii daje poczucie bycia lepszym w różnych aspektach, nie tylko w znajomości tematu. Przez wieki buta królów czy szlachty doprowadzała do cierpienia licznych poddanych, w naszych czasach zaś głupota dyrektorów potrafi zniszczyć dobrze niegdyś funkcjonujące firmy.</p>
<p>Obserwując rzeczywistość dookoła wiemy, jak jest. Zwykle jednak naszych doświadczeń nie można zaliczyć do pozytywnych. A jak powinno być? Przyjrzymy się temu dzisiaj, na przykładzie dwóch odpowiedzialnych stanowisk w klasztorze: opata i przeora.</p>
<p><strong>Ustanowienie opata</strong></p>
<p>„Przy ustanawianiu opata trzeba zawsze przestrzegać zasady, by ten nim został, kogo wybierze jednomyślnie i w bojaźni Bożej cała wspólnota lub choćby tylko jej część niewielka, lecz kierowana lepszym rozeznaniem. O wyborze zaś rozstrzygać musi wartość życia i mądrość nauki, i to nawet wówczas, gdyby we wspólnocie kandydat był ostatni w kolejności. W przypadku, gdyby cała wspólnota wybrała zgodnie, co nie daj Boże, człowieka pobłażającego jej [wszystkim] występkom, i gdyby występki te doszły do uszu biskupa, do którego diecezji należy ów klasztor, lub do uszu innych opatów czy też mieszkających w sąsiedztwie chrześcijan, nie wolno im dopuścić do zwycięstwa tej zmowy przewrotnych. Muszą wówczas ustanowić godnego zarządcę domem Bożym. A mogą być pewni, że otrzymają obfitą nagrodę, jeśli zrobią to z czystych pobudek i gorliwości o sprawę Bożą. Popełnią natomiast grzech, jeśli tego zaniedbają.” [RB 64, 1-6]</p>
<p>Opatem nie może zostać pierwszy z brzegu mnich. Kandydat musi odznaczać się mądrością i roztropnością. Z drugiej jednak strony krótki staż w klasztorze nie jest przeszkodą przed byciem wybranym. Nie liczy się wiek, lecz umiejętność zjednania sobie ludzi i pomagania w duchowym rozwoju. Ze „świeckich” umiejętności przyda się rozsądek przy zarządzaniu finansami.</p>
<p>Dbanie o to, by mnisi pogłębiali swoje relacje z Bogiem powinno być dla opata priorytetem. Klasztor jest miejscem przede wszystkim rozwoju duchowego. Jeśli zarządzający klasztorem zapomina o tym, może się okazać, że zachowanie wspólnoty zaczyna budzić zgorszenie. To zaś może przynieść wielkie duchowe szkody dla tych, którzy są z nią w jakikolwiek sposób związani – nie tylko dla mnichów, ale i dla licznych świeckich. Analogicznie, każde dobro sprawia, że zarówno mnisi jak i świeccy stają się duchowo bogatsi.</p>
<p><strong>Idealny opat</strong></p>
<p>„Ten, kto został opatem, niechaj zawsze pamięta, jakie brzemię podjął i komu zda sprawę ze swego zarządu” [RB 64, 7].<br />
Bycie opatem to ogromna odpowiedzialność. Za swoje czyny, czy dobre, czy złe, będzie on odpowiedzialny nie tylko przed wspólnotą, ale i przed samym Bogiem. Brzmi to przerażająco, ale na szczęście Święty Benedykt zostawia w Regule wiele wskazówek, dzięki którym służba wspólnocie może przynieść dobre owoce.</p>
<p>„Niech wie, że ma raczej pomagać niż przewodzić. Powinien być więc uczony w Prawie Bożym, by potrafił i miał z czego wydobywać rzeczy nowe i stare (Mt 13,52), powinien mieć czyste serce, trzeźwy umysł i miłosierdzie. Niech zawsze miłosierdziu daje pierwszeństwo nad sądem, aby sam go także dostąpił. Niechaj nienawidzi wad, a miłuje braci. W karaniu niech postępuje roztropnie i bez przesady, aby usuwając rdzę nie zniszczył samego naczynia. Niech baczy zawsze na własną ułomność i niech pamięta, by nie łamać zgniecionej trzciny. Nie chcemy przez to powiedzieć, że ma pozwalać na rozrastanie się wad, lecz niech je tępi roztropnie i z miłością, w sposób, jaki uzna za pożyteczny dla każdego, jak to już powiedzieliśmy. Niech się stara, aby więcej go kochano, niż miano się lękać. Nie powinien być nieopanowany ani trwożliwy, ani krańcowy, ani uparty, ani zazdrosny i zbyt podejrzliwy, bo nigdy nie zazna spokoju. W swych zarządzeniach przezorny i rozważny, [bez względu na to] czy sprawa, w której wydaje polecenie dotyczy Boga czy świata, niech zawsze zachowuje wnikliwość i umiar, pomnąc na roztropność świętego Jakuba, gdy mówił: Jeśli zmęczę moje stada nazbyt uciążliwą drogą, padną wszystkie jednego dnia (Rdz 33,13 Wlg). [RB 64, 8-18]</p>
<p>Powyższa lista cnót do rozwijania oraz wad, które opat powinien wykorzenić ze swojego życia wygląda imponująco. Można pokusić się o stwierdzenie, że święty Benedykt w tych kilkunastu zdaniach zawarł plan na życie nie tylko opata, ale każdego, kto stanie kiedyś przed zadaniem zarządzania. Jego głównymi hasłami są: rozsądek, umiar oraz dawanie przestrzeni do rozwoju podwładnym.</p>
<p>„Niech więc opat przyswoi sobie i ten, i inne przykłady roztropności, owej matki wszystkich cnót, i niech wszystkim kieruje z takim umiarem, by i mocni mieli to, czego pragną i słabi nie uciekali. A zwłaszcza sam musi tę Regułę we wszystkim zachowywać, aby — gdy dobrze będzie zarządzał — mógł usłyszeć od Pana to, co ów sługa dobry, który rozdawał na czas pszenicę swoim współtowarzyszom: Zaprawdę powiadam wam — rzekł Pan — postawi go nad całym swoim mieniem (Mt 24,47).” [RB 64, 19-22]</p>
<p>Aby dobrze wywiązać się ze swoich obowiązków wystarczy że opat… zostanie w sercu sobą, czyli zwykłym mnichem. Przestrzeganie Reguły pozwoli mu pamiętać o tym, że jego pozycja oznacza odpowiedzialność i służbę, a nie wywyższanie się. Będzie przestrogą przed lekkomyślnym traktowaniem nałożonych obowiązków. Pamięć o tym, że wciąż jest tym samym mnichem co przed wyborem sprawi, że pełniący funkcję opata będzie bardziej odporny na różnorodne pokusy, które niesie ze sobą władza.</p>
<p><strong>Pęd do władzy</strong></p>
<p>„Nazbyt często się zdarza, że przy ustanawianiu przeora dochodzi w klasztorze do poważnego zgorszenia. Niektórzy bowiem, nadęci złym duchem pychy, wyobrażają sobie, że są drugimi opatami, a roszcząc sobie prawo do nieograniczonej władzy wywołują zgorszenie i doprowadzają do rozłamu we wspólnocie, zwłaszcza tam, gdzie przeora ustanawia ten sam biskup lub ci sami opaci, którzy wyznaczają również opata. Nietrudno zauważyć, jak dalece jest to bezsensowne. Od początku bowiem urzędowania daje się nowemu przeorowi powód do popadnięcia w pychę, gdyż łatwo może przyjść mu na myśl, że jest wyjęty spod władzy opata: przeorem ustanowili go przecież ci sami, którzy ustanowili i opata. Stąd rodzą się zawiści, kłótnie, oszczerstwa, zazdrości, niezgody, nieporządki, bo gdy opat i przeor stają jeden przeciw drugiemu, to i własnym ich duszom musi przez tę niezgodę grozić niebezpieczeństwo i podwładni ich, [obu] stronom schlebiając, idą na zatracenie. A za całe zło tej niebezpiecznej sytuacji ponoszą odpowiedzialność ci, którzy stali się przyczyną takiego nieporządku.” [RB 65, 1-10]</p>
<p>Jak już pisałam na początku, władza demoralizuje… powyższy opis pokazuje, co się dzieje, gdy ludzie traktują swoją nową funkcję jako wywyższenie ponad innych, a nie służbę. Jezus swoim życiem potwierdził, że ten, kto umie służyć, kto się uniża, będzie wywyższony. Kiedy ludzie zapominają o tym zaczynają walczyć ze sobą, byle utrzymać lepszą pozycję. Przy okazji szkodzą sobie i innym.</p>
<p>„Dlatego też uważamy za wskazane, dla zachowania pokoju i miłości, aby opat według własnego uznania miał prawo obsadzać stanowiska klasztorne. A jeśli to możliwe, niech dziekani, jak to ustaliliśmy, załatwiają wszystkie sprawy klasztoru, oczywiście zgodnie z poleceniami opata. A tak gdy władza zostanie powierzona kilku osobom, jedna nie będzie miała podstaw do pychy. Jeśli wszakże warunki miejscowe tego wymagają lub wspólnota wystąpi z rozsądną i pokorną prośbą, a opat uzna za słuszne, wówczas sam opat zasięgnąwszy rady braci bojących się Boga, wybierze kogo zechce i sam też ustanowi go przeorem.[RB 65, 11-15]</p>
<p>Aby wśród współbraci nie pojawiła się zazdrość czy szemranie opat powinien pytać wspólnotę o radę w kwestii doboru współpracowników. W tym momencie czyni ich w pewnym stopniu współodpowiedzialnymi za swój wybór. Dzięki temu każdy może mieć wkład w budowanie wspólnoty, chociażby przez odpowiedzialne myślenie i zasugerowanie odpowiedniej osoby na dane stanowisko.</p>
<p><strong>Wybór przeora</strong></p>
<p>„Przeor ma z szacunkiem czynić to, co mu opat zleci, nie robiąc nic wbrew woli i zarządzeniom opata, bo im wyżej został postawiony nad innymi, tym troskliwiej powinien przestrzegać przepisów Reguły.” [RB 65, 16-17]</p>
<p>Jeżeli wspólnota jest duża, sam opat nie będzie w stanie zająć się wszystkimi obowiązkami. Przeor ma za zadanie pomagać opatowi w pełnieniu jego funkcji, wyręczając go w tych zadaniach, które przełożony mu zleci.</p>
<p>„Gdyby się okazało, że przeor ten ma zbyt wiele wad, że omamiony swoim wyniesieniem stał się zarozumiały, gdyby stwierdzono, że lekceważy sobie świętą Regułę, należy mu udzielić ustnego napomnienia aż do czterech razy. Jeśli nie zmieni swego postępowania, powinien ponieść przewidzianą w Regule karę. Jeśli i wówczas się nie poprawi, trzeba go pozbawić stanowiska, i wybrać na jego miejsce innego, który byłby tego stanowiska godny. A gdyby i później we wspólnocie nie żył spokojnie i posłusznie, należy go nawet wypędzić z klasztoru. Niechaj jednak opat pamięta o swej odpowiedzialności przed Bogiem za wszystkie podejmowane decyzje, aby ogień zazdrości lub zawiści nie trawił mu duszy. [RB 65, 18-22]</p>
<p>Myślę sobie, że czasem trudniej jest być przeorem niż opatem. Choć na opacie spoczywa większa odpowiedzialność, jest on najważniejszy we wspólnocie, co widać szczególnie w czasie ważnych wydarzeń, gdy reprezentuje klasztor. Przeor zdaje się być cieniem opata, który dużo pracuje, ale w ukryciu, co może być źródłem frustracji.</p>
<p>Jeśli przeor zacznie błądzić opat może odwołać go bądź ukarać według zaleceń Reguły. Niestety, opat odpowiada głównie przed Bogiem, więc jeśli coś się będzie źle działo, mnisi będą mieli ograniczone możliwości działania. Dlatego rozwaga przy wyborze opata jest bardzo ważna.</p>
<p><strong>Władza, czyli służba</strong></p>
<p>W naszych czasach niewielu ludzi zdaje się przejmować takimi przestarzałymi mądrościami. Trzeba zarządzać nowocześnie, być nastawionym na zysk, a jeśli komuś się to nie podoba, to wcale nie musi w danej firmie pracować. Trzeba tworzyć wyścig szczurów i brać w nim udział. A kiedy wreszcie osiągnie się szczyt, będzie można odpocząć. Ostrożność jednak nie zawadzi – zawsze ktoś, kto jest niżej, będzie chciał nas ściągnąć z piedestału i zająć nasze miejsce…</p>
<p>Czy tak powinno wyglądać zarządzanie? Czy powinno ograniczać się do maksymalizowania zysków, do dobrego wizerunku, czy może dobrze by było, by szefowie zamiast pieniędzy zobaczyli człowieka?</p>
<p>Zupełnie inaczej pracują ludzie, których szef dostrzega, zna, troszczy się o nich. W takiej firmie panuje zdecydowanie lepsza atmosfera, nikt nie boi się podejmowania nowych wyzwań, proponowania innych rozwiązań, doradzania. Każdy może współtworzyć zespół i firmę. Albo współtworzyć dobrą atmosferę w klasztorze. Wystarczy, tylko i aż, by ktoś, kto jest oczko wyżej w hierarchii pamiętał że jest wyżej po to, by służyć. A nie po to, by dzielić i rządzić.</p>
<p style="text-align: right;"><a href="http://nataliaswit.wordpress.com" target="_blank">Natalia Świt</a></p>
<p style="text-align: right;">Źródło zdjęcia: <a href="http://www.emito.net/turystyka/koscioly_i_klasztory/opactwo_hailes_316429.html" target="_blank">Emito</a></p>
<p style="text-align: right;">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10509</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Żywot św. Benedykta &#8211; rozdział 34-35</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10502</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10502#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Apr 2012 17:30:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Żywot św. Benedykta]]></category>
		<category><![CDATA[św. Grzegorz]]></category>
		<category><![CDATA[świat w jednym promieniu słońca]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10502</guid>
		<description><![CDATA[34.  Jak Benedykt ujrzał duszę swojej siostry opuszczającą ciało &#160; 1. Grzegorz: Nazajutrz święta kobieta po­wróciła do sie­bie, mąż zaś Boży poszedł  do klasztoru. A oto trzy dni później, gdy znajdo­wał się w swej celi, pod­niósł oczy ku niebu i zobaczył, jak dusza jego siostry opuś­ciwszy ciało w postaci gołębicy ulatuje w głę­bi­ny niebieskie. Radując się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6 align="left">34.  Jak Benedykt ujrzał duszę swojej siostry opuszczającą ciało</h6>
<h6 align="left"></h6>
<p>&nbsp;</p>
<p align="left">1. <em>Grzegorz: </em>Nazajutrz święta kobieta po­wróciła do sie­bie, mąż zaś Boży poszedł  do klasztoru. A oto trzy dni później, gdy znajdo­wał się w swej celi, pod­niósł oczy ku niebu i zobaczył, jak dusza jego siostry opuś­ciwszy ciało w postaci gołębicy ulatuje w głę­bi­ny niebieskie. Radując się wraz z nią tak wielką jej chwa­łą złożył dzięki Bogu śpiewając hymny i psalmy po­chwalne, po czym oznajmił bra­ciom o jej śmierci.</p>
<p>2. Po­słał ich też zaraz po ciało Scholastyki, by przy­nieś­li je do klasztoru i pochowali w grobowcu, który dla siebie samego przygoto­wał. Podobnie więc jak du­chem byli zawsze jednym w Bogu, tak i grób ciał ich nie rozłą­czył.</p>
<p>&nbsp;</p>
<h6>35.  Jak Benedykt zobaczył cały świat w jednym promieniu światła</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p>1. Kiedy indziej znowu diakon Serwandus, opat kla­sz­toru zbudowanego ongiś w Kam­panii przez pa­try­cju­sza Liberiusza, przybył zgodnie z utartym już zwy­czajem odwiedzić Bożego męża. Często zresztą za­chodził do klasztoru Benedykta, a ponieważ sam tak­że pełen był łaski i mądrości Bożej, obaj wy­mie­nia­li ze sobą słowa życia, i nie mogąc jeszcze cie­szyć się w sposób doskonały pokarmem niebieskiej oj­czyzny, przynajmniej smak jego odnajdywali we wspó­lnej tęsknocie.</p>
<p>2. Gdy nadchodziła już godzina spo­czynku, czcigodny Benedykt zamykał się na gór­nym piętrze swojej wieży, a diakon Serwandus na pięt­rze dolnym. Oba piętra połączone były schodami, przed wieżą zaś znajdowało się obszerniejsze po­miesz­czenie, w którym spali uczniowie obu Ojców. Gdy bracia jeszcze spali, mąż Boży Benedykt już czu­wał wyprzedzając po­rę nocnej modlitwy. Stojąc przy oknie modlił się do Boga wszechmogącego, gdy nag­le, późną nocą, ujrzał światło, które rozlewając się z gó­ry przepłoszyło nocne mroki i takim blas­kiem jaśniało, że dzień by zbladł przy nim, choć ono lśni­ło wśród ciemności.</p>
<p>3. A gdy na nie patrzył, wy­da­rzy­ło się coś bardzo dziwnego: jak sam później opowia­dał, cały świat ukazał się jego oczom jakby sku­pio­ny w jednym promieniu słońca. Utkwiwszy oczy w tym jaśniejącym świetle, zobaczył czci­godny Oj­ciec duszę Germana, biskupa kapu­ań­skiego, którą anio­łowie nieśli do nieba w og­nis­tej kuli.</p>
<p>4. A ponieważ chciał mieć jakiegoś świadka tego cudu, aż trzy­krot­nie zawołał bardzo głoś­no po imieniu diakona Ser­wan­dusa. Gdy zaś ten, zaniepokojony tak nie­zwy­k­łym krzykiem świętego męża, wszedł na górę i spoj­rzał, zobaczył jeszcze trochę tego światła. Zdumiał się bardzo patrząc na cud taki, a wówczas mąż Boży opo­wiedział mu po kolei wszystko, co zaszło. Nas­tę­p­nie bez zwłoki polecił powie­dzieć Teopropusowi, czło­wiekowi wielce poboż­nemu, który mieszkał w mias­teczku Kasinum, aby jeszcze tej samej nocy pos­łał kogoś do Kapui, wypytał, co słychać u bis­ku­pa Germa­na i zawiadomił o tym klasztor. Polecenie zos­tało spełnione, a posłaniec Teopropusa zastał wie­leb­nego biskupa Germana już na marach. Pytając o szcze­góły dowiedział się, że umarł on w tej właś­nie chwili, w której mąż Boży widział go wstę­pu­ją­ce­go do nieba.</p>
<p>5. <em>Piotr:</em> Historia to przedziwna i naprawdę zdu­mie­wa­jąca! Ale tego, coś powiedział, że oczom Be­ne­dyk­ta ukazał się cały świat jakby skupiony w jednym pro­mieniu słońca, nie mo­gę  sobie w ogóle wy­o­bra­zić, gdyż niczego podobnego nigdy nie do­świad­czy­łem. Jak to jest możliwe, żeby jeden człowiek zo­ba­czył świat cały?</p>
<p>6. <em>Grzegorz: </em>Zapamiętaj, Piotrze, co mówię: dla du­szy, która widzi Stwórcę, ciasne jest całe stworzenie. Choć­by tylko niewiele dojrzał człowiek ze światła Stwór­cy, wszystko, co stworzone staje się dla niego ma­łe, gdyż świat­ło wewnętrznej kontemplacji po­głę­bia pojem­ność duszy, która tak rozrasta się w Bogu, że wyższa jest od świata. Dusza człowieka wi­dzą­ce­go Boga jest nawet sama ponad sobą. A por­wa­na po­nad siebie w świetle Bożym, we­wnę­trznie się roz­sze­rza i patrząc na siebie samą z wysoka pojmuje, jak ogra­niczone jest to, cze­go na ziemi pojąć nie mogła. Otóż ów mąż świę­ty nie widziałby ani kuli ognistej, ani anio­łów wznoszących się do nieba; gdyby nie oglą­dał ich w świetle Boga. Cóż więc dziwne­go, że uj­rzał cały świat przed sobą, skoro w świetle pło­ną­cym w jego sercu wyniesiony był poza granice świa­ta?</p>
<p>7. Jeśli mówimy, że świat ukazał się jego oczom w jed­nym promieniu, nie znaczy to wcale, że się skur­czyły niebo i ziemia, lecz że rozszerzyła się du­sza patrzącego. Porwany w Boga, mógł bez trudności wi­dzieć wszystko, co jest poniżej Boga. W chwili, kie­dy cudowne światło zabłysło oczom jego ciała, ser­ce mu zalało światło wewnętrzne, które porwało je­go duszę w Boga pokazując zarazem, jak ogra­ni­czo­ne jest wszystko, co Bogiem nie jest.</p>
<p>8. <em>Piotr:</em> Dobrze dla mnie się stało, że nie mogłem zro­zumieć tego, co mówiłeś, bo wykład twój był tym jaś­niejszy, im większe miałem trudności w poj­mo­wa­niu. Teraz jednak, gdy wszystko już mi dokładnie wy­tłumaczyłeś, wróć, proszę, znowu do twego opo­wia­dania.</p>
<div>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>św. Grzegorz Wielki</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>„Dialogi. Księga druga”</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10502</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>25 kwietnia 2012</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10487</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10487#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 21:36:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog Ojca Leona]]></category>
		<category><![CDATA[blog]]></category>
		<category><![CDATA[o. Leon Knabit OSB]]></category>
		<category><![CDATA[ojca leona słów kilka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10487</guid>
		<description><![CDATA[Alleluja! Moi Drodzy, wreszcie, po dłuższej przerwie, spowodowanej także zablokowaniem naszej strony, piszę do Was, choć parę słów z Poznania. Wczoraj odwiedziłem tu bardzo miłą Szkołę im. Patronki nauczycieli, Bł. Natalii Tułasiewicz, która zginęła w komorze gazowej w obozie niemieckim w przeddzień nadejścia wojsk rosyjskich. Pozdrawiam serdecznie wszystkie dzieci, szczególnie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Alleluja!</strong></p>
<p>Moi Drodzy, wreszcie, po dłuższej przerwie, spowodowanej także zablokowaniem naszej strony, <strong>piszę do Was, choć parę słów z Poznania</strong>. Wczoraj odwiedziłem tu bardzo miłą Szkołę im. Patronki nauczycieli, Bł. Natalii Tułasiewicz, która zginęła w komorze gazowej w obozie niemieckim w przeddzień nadejścia wojsk rosyjskich.</p>
<p><strong>Pozdrawiam serdecznie wszystkie dzieci</strong>, szczególnie klasy: pierwszą, drugą i trzecią, a także przedszkolaków – wszystkich z nauczycielami.</p>
<p>Prowadzę tu takie kameralne rekolekcje dla grupy studenckiej przy domu Sióstr Szarych Urszulanek. Spotykamy się przez trzy dni na modlitwie i adoracji. <strong>Udział bierze kilkadziesiąt młodych osób</strong> , bardzo normalnych, którym zależy na pogłębieniu swego bycia i działania w oparciu o Jezusa.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://feedburner.google.com/fb/a/mailverify?uri=benedyktyni%2FKnAO&amp;loc=en_US" target="_blank">Zapisz się do newslettera &#8211; otrzymaj ebook &#8222;Ojca Leona słów kilka&#8221;</a></p>
<p style="text-align: center;">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ślę pozdrowienia i życzenia Imieninowe <strong>Jerzemu i wszystkim</strong>, którzy noszą to imię, a także dzisiejszym Markom. Pojutrze mam być w Pile, a w sobotę wieczorem i w niedzielę – w Małkini nad Bugiem, gdzie przez wiele lat mieszkała moja Babcia. <strong>1 maja mam promocję książki</strong> <a href="http://www.esprit.com.pl/201/Ulubiony-bilbord-Papieza-O-Janie-Pawle-II-i-spotkaniach-z-Nim-w-Polsce-opowiada-o-Leon-Knabit.html" target="_blank">”Ulubiony bilbord Papieża”</a> w moich rodzinnych Siedlcach. Podaję to do wiadomości Tych, którzy mnie o to prosili.</p>
<p>Do Tyńca wracam 3 maja wieczorem i potem postaram się coś więcej napisać. Może się uda przywrócić regularność naszych spotkań.</p>
<p>Niech Bóg Wam błogosławi!<br />
<a href="http://facebook.com/leonknabit" target="_blank"> br. Leon</a></p>
<p><strong>z Poznania, dzisiaj chłodnego i deszczowego</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10487</wfw:commentRss>
		<slash:comments>92</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sztuka słuchania &#8211; sztuka modlitwy</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10469</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10469#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 17:30:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[duchowość]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[po co i jak się modlić?]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10469</guid>
		<description><![CDATA[Autentyczna modlitwa rodzi się tam, gdzie jest słuchanie: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha” (1 SM 3,9): jest to pierwszy akt modlitwy, podczas gdy nas – niestety – nieustannie kusi, by przekręcać to na: „Słuchaj, Panie, ponieważ Twój sługa mówi”. Tak, słuchanie jest modlitwą i ma całkowite pierwszeństwo. Enzo Bianchi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: right;"><em>Autentyczna modlitwa rodzi się tam, gdzie jest słuchanie:</em><br />
<em>„Mów Panie, bo sługa Twój słucha” (1 SM 3,9):</em><br />
<em>jest to pierwszy akt modlitwy, podczas gdy nas –</em><br />
<em>niestety – nieustannie kusi, by przekręcać to na:</em><br />
<em>„Słuchaj, Panie, ponieważ Twój sługa mówi”.</em><br />
<em>Tak, słuchanie jest modlitwą i ma całkowite pierwszeństwo.</em></p>
<p style="text-align: right;">Enzo Bianchi „Po co i jak się modlić?”</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.edycja.pl/produkty/ksiazki/duchowosc-liturgia/po-co-i-jak-sie-modlic-br-swiatowy-bestseller" target="_blank"><img class="alignright  wp-image-10472 colorbox-10469" style="padding: 4px; margin: 20px;" title="pocoijaksiemodlic" src="http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/wp-content/uploads/2012/04/pocoijaksiemodlic.jpg" alt="" width="203" height="316" /></a></p>
<div>
<p>&nbsp;</p>
<p>Modlitwy uczymy się już od dziecka. Kiedy byliśmy mali, rodzice lub dziadkowie składali nam ręce i uczyli odmawiać codzienny pacierz. Wydaje się, że w życiu chrześcijanina nie powinno być nic bardziej naturalnego i prostszego od modlitwy, w końcu jest to czynność praktykowana codziennie, przez całe życie, już od najmłodszych lat. Przynajmniej powinna być.</p>
<p>A jednak. Wciąż czujemy niedosyt, bywa, że <strong>narasta w nas uczucie, że nasze wołanie do Boga, nasza rozmowa z Nim jest płytka</strong>, nie do końca taka, jakiej chcielibyśmy. Wydaje Wam się, że jesteście w tym przekonaniu odosobnieni? Okazuje się, że nie:</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>I znowu bracia go pytali: „Ojcze, która cnota lub dzieło jest najtrudniejsza ze wszystkich?” Odrzekł: „Wybaczcie – wydaje mi się, że nie ma trudu tak wielkiego jak modlitwa. Bo zawsze, kiedy człowiek chce się modlić, nieprzyjaciele starają się mu przeszkadzać: wiedzą bowiem, że mu inaczej nic nie zrobią, a tylko gdyby go powstrzymali od modlitwy. I w każdym innym ćwiczeniu, jakiego by się człowiek podjął, jeśli jest wytrwały, zdobywa łatwość, w modlitwie zaś aż do ostatniego tchu potrzeba walki”</em></p>
<p style="text-align: right;">(Apoftegmaty Ojców Pustyni, Tom 1, <em>Gerontikon, Księga Starców)</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Szukamy więc pomocy, próbujemy uczęszczać do szkół modlitwy, poznać zasady. Czy jednak zasady, wypunktowane zalecenia, pomogą nam zgłębić naszą relację z Bogiem? Chyba niekoniecznie. Wskazówki, owszem, są ważne, jednak <strong>nie mogą przesłonić nam tego, co najważniejsze</strong>. Do głębokiej relacji z Bogiem potrzeba nam otwartego serca, umiejętności słuchania Jego słów, życia tym, czego Jezus nauczał.</p>
<p>Szukając pomocy w nauce modlitwy warto natrafić na książkę Enzo Bianchi „Po co i jak się modlić?”, którą można odnaleźć wśród pozycji wydanych przez Edycję św. Pawła. Tutaj krok po kroku czytelnik jest prowadzony przez to wszystko, co może nam pomóc w pogłębieniu naszego życia z Bogiem. Te wskazówki, oparte na nauczaniu Biblii, to <strong>konieczność przywołania Ducha Świętego przed każdą modlitwą</strong>, co pozwoli nam mieć serce otwarte na Boże słowa, to przede wszystkim uczenie się słuchania tego, co Bóg chce nam przekazać. Bez tego nie ma żadnej modlitwy. Czasami próbujemy „zagadać” Pana Boga, przedstawiając mu nasze prośby, sprawy, niekoniecznie dając Mu dojść do głosu. A On cierpliwie czeka, aż umilkniemy, przestaniemy na chwilę mówić i posłuchamy, to, co chciałby nam powiedzieć każdego dnia.</p>
<p>To trochę jak rozmowa z najlepszym przyjacielem. <strong>Mówimy, ale również słuchamy</strong>. Opowiadamy przyjacielowi o naszych sprawach i kłopotach, ale nie poprzestajemy na tym. Słuchamy zdania i opinii przyjaciela, chcemy też wiedzieć, co u niego słychać, jak się czuje, z czym się boryka. To dialog, nie monolog. Podobnie jest z rozmową z Panem Bogiem. Czasami traktujemy Go nie jak przyjaciela, ale jak maszynkę do spełniania życzeń. A czy umiemy dziękować za to, co otrzymujemy każdego dnia? Książka opisuje również czym jest modlitwa prośby i modlitwa dziękczynienia, pokazuje, jakie przeszkody stoją na drodze do pełnego otwarcia się na kontakt i dialog z Panem Bogiem. Jednak nie książka jest najważniejsza. Zawarte w niej porady i wskazówki są niezwykle cenne, zapewne mogą być drogowskazami na naszej drodze do lepszej i pełniejszej modlitwy, jednak nie mogą jej zastąpić.</p>
<p>Samo czytanie książek o modlitwie nie sprawi, że będzie ona pełniejsza i głębsza. Potrzebna jest codzienna praktyka, pomimo przeszkód, praktyka, która pozwoli nam otworzyć się w pełni na Boże Słowo. Wtedy, kiedy nauczymy się modlić, prosić i dziękować, nie będzie frustracji, nie będzie wrażenia, że modlitwa nie została wysłuchana. Za każdym razem, kiedy prosimy, kiedy coś nas przerasta, wołamy jak św. Piotr „Panie, ratuj!”, On odpowiada <strong>„Ja jestem. Nie bójcie się”</strong>. Tylko czy potrafimy usłyszeć tą odpowiedź?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>Ewelina Drela</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>——————————————————————————————————————————————————</p>
<p>Enzo Bianchi<strong> „Po co i jak się modlić?”</strong></p>
<p>Wydawca: <strong>Edycja św. Pawła 2011,</strong></p>
<p>ISBN: 978-83-7424-466-4</p>
<p><a href="http://www.edycja.pl/produkty/ksiazki/duchowosc-liturgia/po-co-i-jak-sie-modlic-br-swiatowy-bestseller" target="_blank">Wstąp do księgarni</a></p>
<p>——————————————————————————————————————————————————</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;">
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10469</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Medytacje z ojcem Serafinem</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10459</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10459#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 19:38:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Duchowość]]></category>
		<category><![CDATA[duchowość]]></category>
		<category><![CDATA[medytacja]]></category>
		<category><![CDATA[Medytacje z ojcem Serafinem]]></category>
		<category><![CDATA[mistyka]]></category>
		<category><![CDATA[modlitwa]]></category>
		<category><![CDATA[O. Jan Bereza OSB]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10459</guid>
		<description><![CDATA[Po raz pierwszy medytację ojca Serafina z góry Athos czytałem w klasztorze benedyktynów w Montrealu. Klasztor ten założył ojciec John Main OSB wraz z ojcem Laurence’m Freemanem OSB, aby medytować i uczyć chrześcijańskiej medytacji. Był to dwustronicowy tekst opowiadający historię studenta filozofii z Paryża, który przybył na górę Athos, aby [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po raz pierwszy medytację ojca Serafina z góry Athos czytałem w klasztorze benedyktynów w Montrealu. Klasztor ten założył ojciec John Main OSB wraz z ojcem Laurence’m Freemanem OSB, aby medytować i uczyć chrześcijańskiej medytacji. Był to dwustronicowy tekst opowiadający historię studenta filozofii z Paryża, który przybył na górę Athos, aby od mnichów Kościoła wschodniego<strong> uczyć się modlitwy serca</strong>. Tekst ten tak głęboko zapadł w mej pamięci, że towarzyszył mi podczas kilkumiesięcznej podróży po kanadyjskich i amerykańskich ośrodkach medytacyjnych. Będąc w klasztorze sióstr benedyktynek w Osage Monastery napisałem jego poetycką wersję.</p>
<p>Po kilku latach natrafiłem na książkę Ive Lelupa „Hesychazm – zapomniana tradycja modlitwy”. Ku memu wielkiemu zaskoczeniu I rozdział tej książki przedstawiał właśnie historię studenta filozofii z Paryża i ojca Serafina w znacznie rozszerzonej wersji niż ta, którą poznałem przed laty. Trudno było mi się powstrzymać, aby nie napisać, korzystając z wiedzy Ive Lelupa i innych pisarzy, szczególnie Rosyjskiego Pielgrzyma szerszego komentarza do <em>Medytacji ojca Serafina</em>. Tak powstał tekst, który wielokrotnie uzupełniany i redagowany na nowo towarzyszył mi przy <strong>dzieleniu się refleksjami z praktyki chrześcijańskiej medytacji</strong>. Poniższy komentarz jest jednym z nich. Wiem, że pomógł on wielu osobom wejść na ścieżkę chrześcijańskiej medytacji. Ufam, że będzie pomocny i dla Ciebie.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Medytacja z ojcem Serafinem</strong></p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz, bądź jak góra<br />
Nieruchomo osadzona w ciszy.<br />
Jej myśli zakorzenione są w wieczności.<br />
Nie rób niczego, siedź, bądź,<br />
a poznasz owoce płynące z modlitwy.</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz, bądź jak kwiat,<br />
Zawsze skierowany ku słońcu.<br />
Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.<br />
Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,<br />
a nie zabraknie ci światła w drodze</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz bądź jak ocean,<br />
W swej głębi zawsze nieporuszony.<br />
Jego fale przypływają i odpływają.<br />
Bądź spokojny w swym wnętrzu,<br />
a złe myśli same odejdą.</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz, pamiętaj o oddechu,<br />
Dzięki niemu człowiek stał się istotą żyjącą,<br />
Oddech od Boga pochodzi i do Boga wraca.<br />
Zjednocz słowo modlitwy ze strumieniem życia,<br />
a nic od Dawcy życia cię nie odłączy.</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz bądź jak ptak,<br />
Śpiewający bez wytchnienia przed obliczem Stwórcy.<br />
Jego pieśń wznosi się jak dym kadzidła.<br />
Niech i twoja modlitwa będzie jak gruchanie gołębia<br />
a nie poddasz się zniechęceniu.</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz, bądź jak Abraham<br />
Składający swego syna w ofierze.<br />
Był to znak, że gotów jest oddać wszystko.<br />
I ty pozostaw wszystko,<br />
a w opuszczeniu Bóg napełni cię swą obecnością.</p>
<p style="text-align: center;">Kiedy się modlisz, to Jezus<br />
Modli się w tobie do Ojca w Duchu.<br />
Jesteś niesiony żarem Jego miłości.<br />
Bądź jak rzeka służąca każdemu,<br />
a przyjdzie czas, że przemienisz się w Miłość.</p>
<p style="text-align: center;">Góra uczy sensu wieczności,<br />
Kwiat, gdy więdnie uczy przemijania,<br />
Ocean uczy spokoju wśród przeciwności,<br />
a miłość uczy zawsze Miłości.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Każdy, kto zetknął się z tradycją duchowości Wschodu, zarówno tego bliższego nam jak i dalszego, stawia zwykle pytanie o <strong>wartość modlitwy Jezusowej</strong>, która swymi korzeniami sięga najstarszej tradycji chrześcijaństwa, tradycji wspólnej dla chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu. Pytanie to nie było obce także Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Przed niedzielną modlitwą Anioł Pański, 3 listopada 1996 roku mówił o medytacji zwanej modlitwą serca, która poprzez powtarzanie inwokacji: <strong><em>Panie Jezu Chryste, Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu!</em></strong> staje się jakby oddechem duszy.</p>
<p>&#8222;Wypowiadana w głębokości serca, posiada tajemnicze odniesienie wspólnotowe. Mała modlitwa &#8211; jak ją nazywali Ojcowie &#8211; jest wielkim skarbem i jednoczy w obliczu Chrystusa wszystkich modlących się&#8221;. Papież podkreślił, że modlitwa ta nazywana modlitwą Jezusową rozpowszechniona została także na Zachodzie dzięki Opowieściom Rosyjskiego pielgrzyma. Jakkolwiek modlitwa Jezusowa została rozwinięta przez kościoły wschodnie, to jednak <strong>jej korzenie są wspólne także dla modlitwy różańcowej</strong>, którą niekiedy nazywa się modlitwą Jezusową Zachodu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>&#8222;Dlatego ci, co szukają drogi do odnowienia całego człowieka i zjednoczenia z Bogiem &#8211; pisze A. Rosenberg &#8211; słusznie sięgają po taki przewodnik do ciszy i pokoju. I mogą to czynić bez obawy &#8211; chodzi bowiem w tej metodzie medytacji przekazanej pod nazwą modlitwy serca o ćwiczenia sięgające w swej istocie i intencji aż w czasy apostolskie.&#8221;</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Posiada ona zatem wymiar ekumeniczny, ale ma również wymiar międzyreligijny, bo przecież powtarzanie krótkich formuł modlitewnych znane jest w wielu religiach, podobnie jak posługiwanie się w modlitwie różańcem. Dziś wielu młodych ludzi podąża na Wschód poszukując nauczycieli modlitwy i medytacji. Być może <strong>nie musieliby tam podążać</strong>, gdyby ktoś ukazał im ścieżkę modlitwy Jezusowej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<blockquote><p>&#8222;O wiele więcej osób &#8211; mówił Ojciec Święty Jan Paweł II do biskupów francuskich 24 lutego 1982 roku &#8211; byłoby zdolnych do modlitwy myślnej, lecz nikt ich tego nie uczył. Teraz więc, bez życia wewnętrznego, wierni tracą żywotność, ich modlitwa staje się brzmiącym cymbałem, a praktyka religijna, jeśli istnieje, wyjaławia się.&#8221;</p></blockquote>
<p>&nbsp;</p>
<p>Z tego też powodu ponowne odkrycie modlitwy Jezusowej uznać należy za łaskę, która przychodzi w odpowiednim momencie, wybranym przez Boga, abyśmy mogli wypełnić nakaz Pisma Świętego: <strong><em>Módlcie się nieustannie</em></strong> (1Tes 5,16).</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>o. Jan Bereza OSB</em></p>
<p style="text-align: right;">materiał z serwisu <a href="http://www.wccm.pl/" target="_blank">www.wccm.pl</a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10459</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bóg zapłać!</title>
		<link>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10454</link>
		<comments>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10454#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Apr 2012 17:30:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>ewelina</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szkice medytacyjne]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg zapłać]]></category>
		<category><![CDATA[finanse kościoła]]></category>
		<category><![CDATA[szkice medytacyjne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?p=10454</guid>
		<description><![CDATA[Choć finanse zawsze będą sprawą delikatną, coraz bardziej widzimy, jak bardzo od nich tak wiele spraw zależy. Nawet chcąc jak najgłębiej przeżywać sprawy ducha, może się okazać, iż – prędzej czy później – dojdziemy do spraw finansów. I nic dziwnego, że Kościół, religia coraz częściej stają się celem oskarżeń w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;" align="center">Choć finanse zawsze będą sprawą delikatną, coraz bardziej widzimy, jak bardzo od nich tak wiele spraw zależy. Nawet chcąc jak najgłębiej przeżywać sprawy ducha, może się okazać, iż – prędzej czy później – dojdziemy do spraw finansów. I nic dziwnego, że Kościół, religia coraz częściej stają się celem oskarżeń w tym temacie. Słusznie, czy nie – to już inna sprawa. <strong>Nie tylko bowiem ksiądz zbiera na tacę, ale płacimy też za posługi kościelne.</strong> Tu i ówdzie pojawiają się cenniki. Niby nie wiadomo jak czy za ile – ale jednak prędzej czy później ksiądz da do zrozumienia, ile się należy. Po drugiej stronie natomiast najczęściej słyszy się „Bóg zapłać!”. Tak, jakby Pan Bóg był buchalterem – i skrupulatnie liczył, ileśmy Mu winni – ile Mu się należy. Gdyby było to tylko możliwe do wyliczenia! Owszem, istnieje przysłowie „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, ale dobrze wiemy, że gdyby tak być miało, to dawno by nas chyba na świecie nie było…</p>
<p style="text-align: left;">A jednak, wszędzie kasa jest ważna. Każdy ciągnie w swoją stronę. Nikt nie chce stracić! Może już się do tego pomału przyzwyczajamy. W głębi serca wszakże <strong>pozostaje tęsknota za bezinteresownością, za zwykłym i nie wyrachowanym gestem życzliwości i pomocy</strong>. Gdzie go szukać, jak nie …w kościele, w obrębie religii?</p>
<p style="text-align: left;">Tymczasem komercjalizacja zatacza coraz szersze kręgi. Nawet nie spostrzegliśmy, jak bardzo podniósł się standard naszego życia; jak wiele jeszcze do niedawna niedostępnych udogodnień jest teraz dla nas oczywistością; jak bardzo dzięki temu nasza codzienność stała się łatwiejsza. Wszystko, owszem kosztuje. Są jednak fundacje, programy, dotacje. Setki tysiące ludzi piszą wnioski, rozliczają je – i żyją z tego, by pieniądze mogły płynąć do potrzebujących. To niewiarygodne, jak wiele środków jest obecnie dostępnych, ile dobra można dzięki temu uczynić! Ta oczywistość sprawia, że wręcz zaczynamy zatracać poczucie wartości pieniądza. To lub tamto zdaje się nam należeć. Oczekujemy – i słusznie! – od różnych organizacji i rozmaitych podmiotów – także od Kościoła – coraz pełniejszego zaspokajania naszych potrzeb. Jeśli zważyć na zasadnicze ukierunkowanie wszystkich reklam, nic w tym dziwnego. Tylko ktoś naiwny nie będzie brał, gdy coś dają i nie będzie korzystał ze swych praw.</p>
<p style="text-align: left;">To, co się należy, przyjmowane jest niemalże automatycznie. Po prostu nie może być inaczej. Jest to czymś naturalnym – i koniec. W najgorszym wypadku przychodzi nam wyartykułować naszą prośbę. Ale, przyznajmy, coraz bardziej to upokarzające. Najlepiej, gdy coś przychodzi samo – ktoś coś sam zaproponuje i zaoferuje. I gdy jeszcze stanie się to naturalnie, jakby przypadkiem – <strong>nie trzeba, nie wypada nawet podziękować</strong>.</p>
<p style="text-align: left;">W ten sposób nasze sprawy i nasze potrzeby stają się czymś najważniejszym. Inni zaś mają o tyle znaczenie, o ile wychodzą im naprzeciw. Bynajmniej, nie traktujemy ich instrumentalnie – przyznajmy jednak, że nasz do nich stosunek coraz bardziej uwarunkowany jest rozmaitej maści oczekiwaniami. I tak płynie nasze życie &#8211; i przepływają przez nie kolejne kontakty, znajomości. Wysychają źródła wspólnych interesów, korzyści. Szukamy nowych.</p>
<p style="text-align: left;">I kto wie, może właśnie takie mechanizmy coraz bardziej napędzają nasze relacje. Nie zauważymy przy tym, że jednak funkcjonujemy dzięki innym. <strong>Nie jest prawdą, że wszyscy mają interes w pomaganiu nam.</strong> Wiemy dobrze, że nie jesteśmy też w stanie wszystkich opłacić, ani nawet docenić ich zaangażowania i pomocy. Z zażenowaniem uda nam się czasem bąknąć „dziękuję!”. Lub nawet i to nie. Wstydzimy się.</p>
<p style="text-align: left;">Znowu wyszła na jaw nasza zależność. Przecież żyjemy w świecie przeliczalnym. Wszystko można – i próbuje się przeliczyć. Ale skoro nam głupio, skoro przyłapujemy się na „wpadnięciu w lukę” – tj. na niemożności zrozumienia dlaczego, co on/a z tego ma – to może nie jest jednak tak najgorzej. Albo – może nie jest tak bezproblemowo, jak nam się wydawało. Może po prostu <strong>nie wszystko się nam należy</strong>. Albo, ujmując z drugiej strony: dlaczego, mimo wszystko, mamy tak wiele?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: right;"><em>o. Bernard Sawicki OSB</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>____________________________</em></p>
<p>Tekst opublikowany w czasopiśmie <a title="Integracja" href="http://www.integracja.org/ledge/x/60955" target="_blank">„Integracja”</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/?feed=rss2&#038;p=10454</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

